Swietokrzyski sztetl

English Deutsch
  • WYDARZENIA
  • CENY - REZERWACJE
  • OFERTA EDUKACYJNA
  • QUESTING
  • REGULAMIN
  • KONKURS NASI SĄSIEDZI – ŻYDZI
  • EKSPONAT MIESIĄCA
    • Kwiecień 2016 - Taca
    • Marzec 2016 - Wycinanka
    • Luty 2016 - Polichromia
    • Styczeń 2016 - Rynek
    • Grudzień 2015 - Patchwork
    • Listopad 2015 - Wycinanka
  • OEM Świętokrzyski Sztetl
    • Historia
    • Projekt
    • Etapy powstania
    • DIORAMY
    • Wirtualny spacer po Chmielniku
    • Wędrówki po Ziemi Chmielnickiej
    • Historia Chmielnika
    • Plan miasta Chmielnika
  • Żydzi w historii Chmielnika
    • W szlacheckiej Rzeczypospolitej
    • Dobre miejsce dla Żydów
    • Od poddanych do obywateli
    • Prawdziwe sztetl
    • W wolnej Polsce
    • Siła tradycji i religii
    • Nie tylko wokół synagogi
    • Między starym a nowym
    • Społeczne troski
    • W stronę przemysłu
    • Walka o kredyt
    • Handel, handel
    • Apel Poległych
    • Zagłada
    • To, co w pamięci zostało cz. 1
    • To, co w pamięci zostało cz. 2
    • To, co w pamięci zostało cz. 3
    • To, co w pamięci zostało cz. 4
  • Gminy Żydowskie 1918-1939
    • BĘDZIN
    • BIAŁOBRZEGI
    • BODZENTYN
    • BOGORIA
    • BRZESKO NOWE
    • BUSKO-ZDRÓJ
    • CHĘCINY
    • CHMIELNIK
    • CIEPIELÓW
    • CZELADŹ
    • CZĘSTOCHOWA
    • DALESZYCE
    • DĄBROWA GÓRNICZA
    • DRZEWICA
    • DZIAŁOSZYCE
    • GŁOWACZÓW
    • GNIEWOSZÓW
    • GOWARCZÓW
    • IŁŻA
    • IWANISKA
    • JANOWIEC
    • JANÓW
    • JĘDRZEJÓW
    • KAZANÓW
    • KIELCE
    • KLIMONTÓW
    • KLWÓW
    • KŁOBUCK
    • KOŃSKIE
    • KOPRZYWNICA
    • KOSZYCE
    • KOZIENICE
    • KRZEPICE
    • KSIĄŻ WIELKI
    • KUNÓW
    • KUROZWĘKI
    • LELÓW
    • LIPSKO
    • ŁAGÓW
    • ŁOPUSZNO
    • MAGNUSZEW
    • MAŁOGOSZCZ
    • MIECHÓW
    • MODRZEJÓW
    • NOWA SŁUPIA
    • NOWY KORCZYN
    • ODRZYWÓŁ
    • OLKUSZ
    • OPATÓW
    • OPOCZNO
    • OSIEK
    • OSTROWIEC ŚWIĘTOKRZYSKI
    • OŻARÓW
    • PACANÓW
    • PILICA
    • PIŃCZÓW
    • POŁANIEC
    • PROSZOWICE
    • PRZEDBÓRZ
    • PRZYRÓW
    • PRZYSUCHA
    • PRZYTYK
    • RADOM
    • RADOSZYCE
    • RAKÓW
    • SANDOMIERZ
    • SIENNO
    • SKAŁA
    • SKARŻYSKO-KAMIENNA
    • SŁAWKÓW
    • SŁOMNIKI
    • SOLEC
    • SOSNOWIEC
    • STARACHOWICE-WIERZBNIK
    • STASZÓW
    • STOPNICA
    • STROMIEC
    • STRZEMIESZYCE
    • SZCZEKOCINY
    • SZYDŁOWIEC
    • SZYDŁÓW
    • TARŁÓW
    • WĄCHOCK
    • WIŚLICA
    • WŁOSZCZOWA
    • WODZISŁAW
    • WOLANÓW
    • WOLBROM
    • ZAWICHOST
    • ZAWIERCIE
    • ZWOLEŃ
    • ŻARKI
    • ŻARNOWIEC
    • ŻARNÓW
  • Żydzi polscy - historia
    • Historia do 1918 roku
    • XX-lecie Międzywojenne
    • Zagłada - cz. 1
    • Zagłada - cz. 2
    • Obozy Zagłady
    • Spis Obozów
    • Auschwitz-Birkenau cz.1
    • Auschwitz-Birkenau cz.2
    • Auschwitz-Birkenau cz.3
    • Auschwitz-Birkenau cz.4
    • Treblinka
    • Chełmno
    • Po zagładzie
    • Podejrzenia o "żydokomunę"
    • Czas pogromów
    • Od pogromu do Syjonu
    • Niezależność i autonomia
    • Druga ojczyzna?
    • Stalinowski antysyjonizm
    • Zapomniani nobliści
    • Kultura i sport
    • Niepokoje '56
    • Tajemnicza zbrodnia
    • Między październikiem a marcem
    • Ostateczna rozprawa
    • Przerwana historia
    • Afera karmelitańska
    • Żydowskie wysepki
    • Nowy rozdział
    • Dolina krzyży
    • Odrodzenie
  • Sztetle w dawnej prasie
    • Busko-Zdrój
    • Chęciny
    • Chmielnik
    • Daleszyce
    • Działoszyce
    • Jędrzejów
    • Kielce
    • Kielecczyzna
    • Końskie
    • Małogoszcz
    • Miechów
    • Olkusz
    • Pacanów
    • Pierzchnica
    • Pińczów
    • Proszowice
    • Przysucha
    • Radom
    • Sandomierz
    • Sobków
    • Solec-Zdrój
    • Suchedniów
    • Wiślica
    • Włoszczowa
    • Wodzisław
    • Żarki
    • Żarnowiec
  • Sztetle w dawnej fotografii
    • Będzin
    • Bodzentyn
    • Bogoria
    • Busko-Zdrój
    • Chęciny
    • Chmielnik
    • Czeladź
    • Częstochowa
    • Dąbrowa Górnicza
    • Działoszyce
    • Gniewoszów
    • Iłża
    • Janowiec
    • Jędrzejów
    • Kielce
    • Klimontów
    • Klwów
    • Małogoszcz
    • Oksa
    • Pińczów
    • Raków
    • Sandomierz
    • Sędziszów
    • Staszów
    • Wiślica
    • Wodzisław
  • Bibliografia kieleckich sztetli
    • A - B - C - D - E - F
    • G - H - I - J - K - L
    • Ł - M - N - O - P - Q
    • R - S - T - U - W - Z
  • Artykuły
    • 2014
    • 2013
    • 2012
  • Ciekawe Publikacje
    • Dowcipy żydowskie (1927)
    • Garstka wybranych (2014)
    • Kiedy i skąd przybyli Żydzi do Polski
    • Kultura i sztuka ludu żydowskiego
    • Polska kuchnia koszerna (1877)
    • Słownik biograficzny (1905)
    • Sztetl (2014)
    • Święta Żydowskie (1908) Tom 1
    • Święta Żydowskie (1914) Tom 2
    • Święta Żydowskie (1919) Tom 3
    • Żydzi w Polsce (1921)
    • Żydzi w powstaniu 1863 r. (1938)
  • Galeria
  • Media o nas 2015-2016
  • Media o nas 2011-2014
  • Zaproszenia
  • Partnerzy
  • Polecane strony
  • Kontakt

Zagłada

Mieszkańcy Chmielnika – tak jak i reszta obywateli w kraju – z wielką uwagą obserwowali rozwój sytuacji międzynarodowej. Wiele uwagi poświęcano posunięciom rządu Rzeszy Niemieckiej skierowanym przeciwko niemieckim Żydom. Nie znajdowały w Chmielniku większego posłuchu hasła antysemityzmu, nawet po tym jak w ogólnodostępnej „Gazecie Kieleckiej”, zamieszczono 22 stycznia 1939 r. duży artykuł Sas-Baczyńskiego pt. „Sprawa żydowska”, z którego wynikało, że wszelkie nieszczęścia, jakie spotykały do tej pory Polskę były spowodowane przez Żydów. Artykuł ten nie wywołał wśród ludności polskiej Chmielnika, jak i w całym regionie, żadnych antysemickich wystąpień, a gazeta więcej nie poruszyła tego tematu. Wzbierały natomiast na sile nastroje antyniemieckie. Przestawano wierzyć w skuteczność polsko – niemieckiej deklaracji o nie stosowaniu przemocy zawartej w 1934 r.

 

Wkroczenie wojsk niemieckich do Słowacji (28 sierpnia 1939 r.), wprowadzenie w Rzeszy kartkowego systemu racjonowania żywności, coraz liczniejsze akty gwałtu w stosunku do Polaków i mienia polskiego w Wolnym Mieście Gdańsku i na Śląsku zwiastowały bliską wojnę. Radio, prasa uspakajały wprawdzie społeczeństwo, że Niemcy nie odważą się napaść na Polskę, gdyż ta posiada wypróbowanych i silnych sojuszników, ale nie wszystkich zdołano przekonać.

 

Mobilizacja ogłoszona w Chmielniku 31 sierpnia 1939 roku przyjęta została przez ludność bez zaskoczenia i ze spokojem. Powołanie większej liczby rezerwistów na ćwiczenia wojskowe od marca do sierpnia 1939 roku, przetrzymywanie ich w oddziałach wojskowych przez czas dłuższy, a także informacje prasy i wiadomości radiowe o dążeniach agresywnych Niemiec i negatywnym stanowisku w tej sprawie rządu polskiego, doprowadziły do przekonania o nieuniknionej wojnie. Po dokonaniu przez Niemcy agresji na Polskę, powołani do wojska masowo odjeżdżali do swych jednostek. Mobilizacja na terenie miasta odbywała się w należytym porządku.

 

Rano 1 września o godzinie 5:45 Polskie Radio nadało wiadomość o napaści hitlerowskiej i wybuchu wojny, podano również krzepiącą informację o odparciu ataków granicznych i wkroczeniu oddziałów Wojska Polskiego w głąb Rzeszy Niemieckiej. Apelowano o zachowanie spokoju, przystąpienie do wytężonej pracy na rzecz obronności kraju. Zapewniano również, że alianci przystąpią wkrótce do wypełnienia swoich zobowiązań sojuszniczych. Chociaż zarządzenia władz, jak i informacje z prasy i radia nie przynosiły dobrych wieści, nastroje były spokojne. Pod wieczór drugiego dnia trwania wojny, w sobotę – 2 września 1939 r., na samochodach, wozach i pieszo przybywali do Chmielnika liczni uciekinierzy ze Śląska i ziem zachodnich. Podawane informacje o wkroczeniu i parciu w kierunku wschodnim armii niemieckiej, słabym oporze armii polskiej, mordowaniu przez Niemców ludności i rabowaniu mienia, wywołały poruszenie i zamieszanie wśród społeczności Chmielnika. Napływ dużej fali uchodźców spowodował brak żywności i paliwa, a to pociągnęło zwyżkę cen, gdyż z powodu ogólnego zamieszania nie było też dostaw do miasta. Dwadzieścia siedem istniejących wówczas piekarni pracowało bez przerwy, nie mogąc nadążyć z wypiekiem chleba.

 

Część mieszkańców widząc paniczną ucieczkę ludności śląskiej, słysząc huk dział, wystrzały karabinów maszynowych, swobodne loty samolotów niemieckich, przysłuchując się komunikatom wojennym, podjęła decyzję o wyjeździe z miasta. W nocy z 3 na 4 września 1939 roku ponad 75 procent ludności Chmielnika (na około 10.000 mieszkańców) opuściło swój dobytek i mienie, kierując się ku wschodowi. Gdy jednak już 4 września uciekinierów wyprzedziły czołgi niemieckie, znaczna ich część powróciła do swych domów. Około 1000 osób, głównie młodzieży żydowskiej, powędrowało jednak dalej na wschód. Decyzja ta sprawiła, iż część żydowskich mieszkańców Chmielnika przeżyła wojnę. Spośród tej grupy wiele osób nie powróciło do miasta, osiedlając się na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej, bądź też wyemigrowało do Związku Radzieckiego.

 

W czasie wojny 1939 roku walk na terenie Chmielnika nie było. Armia niemiecka wkroczyła do miasta 4 września 1939 roku około 16:30. Najpierw wjechały dwa czołgi, jeden od strony Buska, drugi od strony Pińczowa. Z czołgu, wjeżdżającego do miasta od strony Pińczowa, około godziny 5 po południu zabity został Chaim Wolf Moszkowicz, syn Jankla, lat 24, z zawodu stolarz, pełniący z bronią w ręku straż obywatelską. Pochowany został na cmentarzu żydowskim.

 

Wieczorem około godziny 19 – 20 wkroczyły do miasta czołgi, samochody, artyleria i piechota niemiecka. Niemcy bez żadnego powodu spalili budynek mieszkalny braci Zawieruchów i piece wapienne braci Kaufmanów i Szlamy Ptasznika.

 

W nocy z 4 na 5 września wyciągnęli z domów 14 osób narodowości żydowskiej i miejscowego prefekta publicznych szkół powszechnych ks. Władysława Kwiecińskiego i zamknęli ich w żydowskim domu modlitwy przy ul. Sienkiewicza obok synagogi. Następnie podpalono budynek oblewając go benzyną. Z płonącego domu uratował się jedynie prefekt ks. Władysław Kwieciński, który wyskoczył oknem z wysokości około trzech metrów na sąsiednie podwórko i zbiegł pod gradem kul. Wszystkie pozostałe osoby zostały spalone, bądź zabite w czasie próby ucieczki. W ten sposób śmierć ponieśli mieszkańcy miasta Chmielnika: Berek Trombecki, Joel Unger, Szmul Elja Wajl, Goldsztajn – krawiec, dwaj rabini z Chęcin, Margules i inni nieznani z nazwisk. Całkowicie spłonął też budynek, w którym mieściły się biura Gminy Wyznaniowej Żydowskiej. Tego samego dnia zabity został Stanisław Grusiecki przy ul. Mickiewicza na swym podwórku tylko z tego powodu, że stał i przyglądał się przechodzącym oddziałom niemieckim. Wieczorem Niemcy rozbili i zrabowali około 50 sklepów żydowskich.

 

Następnymi ofiarami byli dwaj młodzi Polacy nie znani z nazwiska, w wieku od 22 do 25 lat, których hitlerowcy zastrzelili na ul. Mruczej 5 września. Pochowani zostali na cmentarzu katolickim w Chmielniku.

 

W czasie trwania okupacji niemieckiej od 4 września 1939 roku do 13 stycznia 1945 roku na skutek działań bojowych i rabunkowo-niszczycielskiej gospodarki niemieckiej miasto Chmielnik poniosło następujące straty:

 

Zginęło około 12.000 ludzi – Polaków i Żydów.

 

W sprawozdaniach odnotowano: aresztowano 264 osoby, zamordowano 10.396 osób, wywieziono na roboty przymusowe 1695 osób, skierowano do obozów i więzień 250 osób, śmierć w skutek pobytu w więzieniach poniosło 124 osoby, śmierć w skutek pracy przymusowej – 451 osób, śmierć w skutek ran, choroby, wycieńczenia, ukrywania się – 370 osób, prawdopodobne wypadki śmierci – 90 osób.

 

Straty materialne przedstawiają się następująco: zniszczono przez rozbiórkę, pożary i w skutek nalotów 178 budynków mieszkalnych i 164 budynki gospodarcze oraz uszkodzonych zostało 185 budynków mieszkalnych i 56 gospodarczych prywatnych. Nadto uległy spaleniu: gmach średniej szkoły zawodowej; oraz gmachy prywatne zajmowane przez Zarząd Miejski i Urząd Pocztowy.

 

Wśród obiektów przemysłowych zniszczone zostały: 4 wytwórnie mydła i świec; 7 garbarni; 1 tartak parowy; 1 piec wapienny; 2 młyny kołowe wodne; 1 elektrownia miejska wraz z całą siecią uliczną; 3 warsztaty stolarskie mechaniczne; 6 olejarni mechanicznych o napędzie ręcznym; około 700 zakładów handlowych (sklepów); około 600 warsztatów rzemieślniczych. Ogólna suma strat wyniosła około 2.150.000 zł wartości przedwojennej.

 

Miasto Chmielnik do wybuchu wojny liczyło blisko 10.000 mieszkańców. Ludność miasta zwiększyła się, w 1942 roku, do liczby ponad 15.000 osób.

 

Niemcy wysiedlili 6 października 1942 roku i w dniach następnych ponad 11.000 osób narodowości żydowskiej. W czasie wysiedleń zabitych zostało na miejscu około 200 Żydów. i ponad 70 Polaków. Na roboty przymusowe do Niemiec zabranych zostało około 1695 osób.

 

W okresie od 1939 do 1943 roku Niemcy dokonali następujących znanych dziś mordów ludności żydowskiej:

 

1) 12 stycznia 1942 r. na podwórzu ul. Furmańskiej 1 zamordowani zostali: Hinda Sylman, Mania Sylman, Estera Rafałowicz, Fajwel Lipka, Mania,  Tauba i Majlich Mentlikowie.

 

2) 12 stycznia 1943 r. w mieszkaniach ul. Poprzecznej 6 zabito 5 osób, m.in: Łaję Kaufman, Mendla Osję i innych.

 

3) 5 grudnia 1942 r. na podwórzu szkoły zawodowej przy ul. Strumykowej zabito Lejbusia Zylberberga.

 

4)  12 stycznia 1943 r. na podwórzu szkoły zawodowej przy ul. Strumykowej zabity został Josek Grosman i jego syn Berek.

 

5) 12 stycznia 1943 r. na podwórzu ul. Furmańskiej 1 zginęli Rywka Pasternak i Chana Horowicz.

 

6) 12 stycznia 1943 r. na ul. Buskiej naprzeciw Krzyży tuż przy ul. Polnej zabito Brandlę i Chanę Podstolskie.

 

7) Na ulicy Strumykowej w różnych okresach zginęli Moszek Pasternak, Becałel Mały oraz inni o nieznanych nazwiskach.

 

8) 7 października 1942 r. w bramie domu na ul. Furmańskiej 3 zabito stolarza Abrama Moszkowicza.

 

9) W 1943 r. na podwórzu ul. Szydłowskiej 15 zabito 5 osób: trzech braci Kukiełków i dwóch braci Pasternaków.

 

10) 6 października 1942 r. przed domem na ul. Mostowej 7 zabito Dawida Tyzona, właściciela domu.

 

11) W 1943 r. na chodniku przed domem na ul. Bocznej 14 zginął Szmul Zalcman, prezes gminy żydowskiej.

 

12) 6 października 1942 r. na Rynku blisko studni przed domem nr 22 zastrzelono Żyda staruszka o niewiadomych danych.

 

13) 6 października 1942 r. na Pl. Kościuszki przed domem nr 12 na rogu do ul. Piekarskiej zginęła nieznana żydówka zabita 6 strzałami.

 

14) 6 października 1942 r. na podwórzu przy ul. Starobuskiej 12 zginął Herszel Rozenblum.

 

15) 12 stycznia 1943 r. na ul. Bocznej przed podwórzem dawnego Zarządu Miejskiego zginęła Ruchla Kaufman.

 

16) 15 października 1942 r. żandarmeria niemiecka zastrzeliła Kalmę Bajnwola usiłującego zbiec z transportu Żydów przewożonych z Chmielnika do obozu w Skarżysku.

 

17) 5 listopada 1942 r. podczas wtórnego wysiedlenia Żydów z Chmielnika zastrzelona została Mariem Bajnwol, wyciągnięta z miejsca ukrycia przez żandarmów.

 

18) 10 października 1942 r. na drodze koło Chmielnika żandarmeria zastrzeliła Izraela i Tołbę Bajnwol ukrywających się w Szydłowie już po akcji wysiedlenia Żydów z Szydłowa.

 

19) 6 października 1942 r. w związku z akcją wysiedleńczą w Chmielniku zostali zamordowani m.in. Wólf i Estera małżonkowie Rydelnik, Tomcia Bydłowska, Cyporia Djament i Lajcia Moszenberg. Podczas tego wysiedlenia starcy i niezdolni do transportu byli przez Niemców rozstrzelani. Między innymi zginęli Fajwel i Estera Tarkieltaub oraz Jakub i Ałta małżonkowie Tajtel.

 

20) 20 maja 1942 r. w Chmielniku miała miejsce łapanka. Podczas tej akcji została zastrzelona Fajgla Nisla Frydman.

 

 

Szczególnym okrucieństwem wsławiła się w Chmielniku załoga posterunku żandarmerii niemieckiej, a także granatowej policji, które w barbarzyński sposób traktowały Żydów.

 

W okresie okupacji niemieckiej w Chmielniku istniało getto. Obejmowało ono całe miasto Chmielnik z wyłączeniem ulic przyległych bezpośrednio do pól. Zostało założone w pierwszej połowie 1941 roku i zostało zlikwidowane w marcu 1943 roku. Byli w nim Żydzi z Chmielnika oraz przesiedleńcy z innych miast Polski, w tym duża grupa Żydów z Płocka. W getcie w październiku 1942 roku było około 13.000 osób. Podczas likwidacji wszyscy w czasie od 6 października 1942 r. do marca 1943 r. zostali wywiezieni poprzez różne miejsca postojowe do obozu koncentracyjnego w Treblince. W czasie transportu część osób zabito. W getcie i poza nim więźniów używano do różnych prac przymusowych, przeważnie do robót drogowych. Ludności żydowskiej Niemcy nie zapewniali żywności.

 

W czasie trwania getta zastrzelonych zostało około 350 osób. Zwłoki pomordowanych pochowane zostały: około 250 osób na cmentarzu żydowskim, około 100 osób na cmentarzu starym katolickim.

 

Akcję wysiedlenia ludności żydowskiej z Chmielnika przeprowadziła żandarmeria i SS-mani 6 października 1942 roku. Wysiedlenie poprzedzone zostało otoczeniem miasta przez żołnierzy i policjantów Ludność żydowska wezwana została przez Niemców do zebrania się na targowicy zwierzęcej. Stąd po dokonaniu rewizji ubrań i zabraniu wszelkich posiadanych kosztowności, Żydzi skierowani zostali pieszo i częściowo tylko furmankami w kierunku na Chęciny.

 

W tym dniu Niemcy zabili około 200 osób, a ponad 9.000 osób zostało wysiedlonych.

 

Podczas drugiego wysiedlenia ludności żydowskiej 16 listopada 1942 roku, wypędzonych zostało około 700 osób w kierunku na Stopnicę, podczas trzeciego, 10 grudnia 1942 roku, wysiedlonych zostało około 200 osób w kierunku na Staszów. Ślad po nich zaginął.

 

Ogromna część Żydów chmielnickich została zamordowana w obozie koncentracyjnym w Treblince, gdzie do dziś znajduje się pamiątkowy kamień z napisem „Chmielnik”.

 

Jak wyglądało wysiedlenie Żydów z Chmielnika opisuje relacja ocalonej Mary Kleinhandler z Los Angeles w USA:

 

Październik był miesiącem naszego zniszczenia. To wysiedlenie miało w sobie zgromadzić wszystkich nie tylko z miasta, ale i z okolic. Jasne było, że Niemcy skupią wszystkich Żydów w Chmielniku. Przeczuwaliśmy, że nasze dni są policzone. Noc piątego października 1942 roku spędziliśmy w naszych domach. Była pewna nerwowość w powietrzu, słyszeliśmy i widzieliśmy znaczne ruchy niemieckich żołnierzy, przyjeżdżające ciężarówki. W mieście było pełno litewskich i ukraińskich specjalnych oddziałów zwanych „Schraff Commando”. Nikt nie spał tej nocy, wszyscy czekali na to co, się wydarzy. Moja mama była ze mną w naszym domu, nie mogłam pozostawić jej samej. Było zbyt późno na jakikolwiek ruch. My wszyscy byliśmy w pułapce, i tylko Bóg wiedział, co nas czeka.

 

Zaczęło się między piątą, a szóstą rano. Był straszny hałas, trzaskanie drzwi, gwizdy, strzały, psy szczekające. To ciągle słyszę w uszach. „Każdy! Natychmiast!!! Pójdź na targowice!!! Nie potrafię wyrazić żalu i bólu, kiedy zostawialiśmy nasz ciepły dom i maszerowaliśmy na miejsce gdzie nas wszystkich zebrano. Po obydwu stronach drogi naszego marszu stali żołnierze w pełnym umundurowaniu i wyposażeniu bojowym jak karabiny maszynowe, pistolety, by w każdej chwili strzelić, granaty i psy. Oni tylko czekali na opór zmęczonych i bezbronnych ludzi. My wszyscy w ciszy przeszliśmy do naszego celu. Rodziny trzymały się za ręce, aby się w tłumie nie pogubić. Ojcowie, matki i dzieci zostały ściągnięte jak bydło do rzeźnika.

 

Kiedy w końcu dotarliśmy na targowicę, ujrzeliśmy więcej niemieckich oddziałów gotowych do użycia przemocy wobec nas. Ich karabiny maszynowe z lufami skierowanymi prosto na nas, z których w jednej chwili gotowi byli ugodzić nas kulą śmierci. To jest zbyt późno, aby wrócić. Myślałam – gdzie jest porucznik? Przecież nic nie można zrobić, być może ktoś przeżyje. Ktoś. Czy wszyscy zginiemy? Nie chcę umierać tak młodo! Chcę żyć! To takie niesprawiedliwe umierać tak młodo! Pozwolisz Boże?, gdzie jesteś!

 

Wszyscy stali na placu w rzędach, w linii naprzeciw ogrodzenia. Mogliśmy wiedzieć, że zrobiliśmy głupią rzecz przychodząc do tego miejsca, ale nie było żadnej nadziei dla nas, dla nikogo. Czułam ogromny żal, że nie można uratować kogokolwiek. A co myśleli inni ludzie?

 

Opierałam się o ogrodzenie, kiedy ujrzałam dwie dziewczyny idące z koszami od osoby do osoby i mówiły: „Daj nam całe swoje złoto, srebro i pieniądze jakie masz”. Żołnierze przyglądali się temu. W jednym koszu pełno było zegarków, pierścionków, kolczyków, bransoletek. Drugi kosz wypełniony był pieniędzmi. Żołnierze „pomagali” niektórym przez ściąganie pierścionków, kolczyków – nawet od małych dzieci.

 

Nagle rozległ się krzyk, jakby prąd elektryczny przebiegł przez wszystkich. „Lieutenant jest tutaj. Porucznik jest tutaj”. Czy on będzie naszym wybawcą? Czy on ma władzę aby wszystko powstrzymać? Do tego momentu ja nigdy nie widziałam jego. Nigdy nie widziałam porucznika w Chmielniku. Widziałam jedynie żołnierzy, ale nigdy z bliska aby odróżniać ich stopnie wojskowe. Zawsze próbowałam ich omijać z daleka. Kiedy słyszałam, że który z nich zbliża się, zawsze zdołałam biec do najbliższej bramy, aby mnie nie widział. Teraz to był pierwszy raz kiedy zobaczyłam Lieutenanta Hugo Hassa. Kiedy ludzie zobaczyli jak Lieutenant wyczytywał z listy nazwiska osób, które miały zostać w Chmielniku, wybuchła panika. Nigdy nie widziałam czegoś takiego. „Herr Lieutenant.Herr Lieutenant. Proszę, proszę!” Każdy wrzeszczał. Nagle pojawili się żołnierze z psami i biczami. Oni zaczęli ściągać każdego, bez różnicy, do czekających wozów. W tym zamieszaniu zostałam rozdzielona od mojej mamy i trzymałam się kurczowo brata Artura. Lieutenant nie miał żadnej władzy, aby zatrzymać panikujących ludzi. Żołnierz uderzył Artura w usta. Jego warga była przecięta i krwawiła. Nagle inna osoba ukazała się. Był to Hauptman Majer, który dozorował deportację z Chmielnika. Widziałam jak Lieutenant Hass rozmawiał z Hauptmanem. On pokazał mu listę. Hauptman przytaknął, że jest to oryginalny plan, aby zostawić jakiś robotników w Chmielniku.

 

Znalazłam moją matkę w tłumie i stojąc pod ogrodzeniem zostaliśmy policzeni. Hauptman zauważył, że zbyt wiele osób zostało pozostawionych i spośród osób tu stojących wybierał tych, którzy mieli być dołączeni do deportacji. Hauptman Majer maszerował wzdłuż osób stojących w linii, analizując każdego, wskazując kijem osoby, które następnie były wganiane do stojących wozów. Odwróciłam się, kiedy zbliżył się do mnie, aby nie widział, że się jemu przyglądam. Ludzie którzy zostali wybrani, odchodzili bez protestu. Jedyną osoba, która stawiła opór był sześcioletni Igielnik, syn miejscowego krawca. Kiedy nieszczęśliwy kij wskazał na dziecko, chłopiec rzucił się na ziemię, chwycił się mocno nogi ojca i zaczął krzyczeć: „Tatuś, tatuś – nie pozwól im wziąć mnie daleko” – jakby ojciec miał jakąś władzę, by uchronić syna. Widziałam jak jego małe usta otwierają się w agonii, łzy płynęły po jego twarzy. Wszyscy płakali widząc ten dramat. Ojciec nie ruszył się, stał jak słup soli, jaki miał on wybór? W końcu mały chłopiec został zabrany przez jednego strażnika. On bardzo płakał, gdy był zabierany, jego małe rączki ruszały się jak skrzydła ptaka w locie. Dziecko zgubiło jeden bucik, wtedy pomyślałam: Boże dlaczego nie możesz pomóc? Dlaczego jesteś taki cichy?

 

Tymczasem deportacja przechodziła zgodnie z planem. Wóz po wozie napełniał się, aż brakowało wolnego miejsca. Odkąd nie pozwolono ludziom wziąć bagaży, góra plecaków, walizek, paczek i odzieży urosła pośrodku targowicy.

 

Wozy przepełnione odjeżdżały bez niemowląt, bowiem nie pozwolono matkom zabierać dzieci z sobą. Niemowlęta były wyrywane matkom z rąk i porzucone w jednym kącie, niezbyt daleko gdzie stałam. Wyraźnie widziałam jak niektóre płakały, inne bawiły się palcami, jak to niemowlęta często robią. I nagle jeden z żołnierzy wyciągnął broń maszynową i kule podziurawiły ich małe ciałka, nagła cisza, konsternacja i szok na ten straszliwy widok. Pomyślałam. Boże, dlaczego nas opuściłeś!

 

Ten krwawy dzień dochodził do końca. Było coraz mniej wozów, aż ostatni odjechał. Słońce zachodziło oblewając się czerwienią jakby na wspomnienie tego strasznego dnia. Jakie jutro nas czeka? Czy zobaczymy jakieś jutro? Co zdarzy się nam?

 

Staliśmy przy ogrodzeniu przez cały dzień, bez kropli wody i szansy na jakikolwiek posiłek. Na szczęście nasze cielesne fizjologiczne funkcje wydawało się, zatrzymały się. Czuliśmy się wycieńczeni, nasze gardła spiekane, wargi popękały. Ledwie już staliśmy na nogach. W końcu po godzinie żołnierze wrócili. Policzyli nas, było siedemdziesiąt osób, mężczyźni i kobiety (żadne dzieci). Kazali ustawić się w kolumny po pięć osób w rzędzie i pomaszerowaliśmy do miasta. Maszerowaliśmy w milczeniu, pełni trwogi, mijając po drodze ciała zabitych ludzi. Kiedy doszliśmy do rynku, Niemcy wpadli na „wspaniały” pomysł. „Śpiewać!” krzyczeli, „Śpiewać żydowskie piosenki!”. Przez chwilę byliśmy spokojni, każdy myślał: „Jaki okrutny. Jaki sadystyczny. Jaką oni mają radość z naszego cierpienia? Jakie to upokarzające! Co powinniśmy zrobić? Powinniśmy zaśpiewać, albo być może dać im szansę, by uderzyć albo zabić kogoś?” Jeden nalegał dalej, „Śpiewać [przekleństwo] Żydzi!” i inni dołączyli do niego krzycząc „Śpiewać! Śpiewać!” Nigdy nie zapomnę tego. Moja matka pierwsza zaintonowała „Hatikve” – żydowski hymn państwowy – pieśń nadziei. Każdy podniósł melodie. Spojrzałam wokoło – miasto zupełnie zostało opuszczone. Polacy zostali ostrzeżeni, aby pozostać poza miastem. Widziałam też jak niektóre zasłony w oknach ruszały się kiedy maszerowaliśmy. Zostaliśmy zamknięci w budynku ratusza na Rynku. Usadowiliśmy się na gołej podłodze.

 

W celi obok zamknięty był Luzer Zilberberg, którego złapano na mieście, teraz oczekiwał na poranne rozstrzelanie. My wszyscy w liczbie 70 osób zostaliśmy wciśnięci do dwóch małych pomieszczeń i pozostawieni w ciemności siedzieliśmy na betonie w ciszy. Nikt nie mówił, nikt nie płakał. Od czasu do czasu głębokie westchnienie wyrwało się z czyichś ust. To było wszystko, na co było nas stać teraz. I przez całą noc słyszeliśmy strzały przeszywające nocną ciszę, które w okrutny sposób dudniły w naszych głowach. Luzer zaczął płakać w celi więzienia. Cały czas łkając wołał – „proszę, wypuście mnie!”. Jego krzyki zadawały ból naszym sercom, lecz my nie byliśmy zdolni mu pomóc. Noc wydawała się nie mieć końca. Przed oczami ciągle stawały mi makabryczne obrazy minionego dnia. Krzyki wszystkich tych ludzi ciągle były w moich uszach. Myślałam, że wkrótce oszaleję. W końcu zauważyliśmy jaśniejące niebo zapowiadające nowy dzień. Kiedy zrobiło się dość widno, popatrzyliśmy na siebie. Wyglądaliśmy jak duchy, sprawiło to wyczekiwanie, bezsenna noc, ból i zmartwienie malowało się na każdej twarzy. Te zatrzymania, strzelanina sprawiła, że nikt z nas nie zmienił miejsca na zimnej ziemi. Nagle drzwi otworzyły się i pojawili się w nich żandarmi krzycząc – „Wszyscy wychodzić!” Przerażenie znów mnie opanowało. Co oni chcą od nas, do czego nas potrzebują – zastanawiałam się. Wszyscy staliśmy w milczeniu. Kazali nam ustawić się w rzędzie. Spisali nas i kazali nam iść do domu Kleinhandlera. Zapytaliśmy się prowadzących nas żandarmów: „Gdzie są pozostali ludzie? Co się z nimi stało?” Oni odpowiedzieli, że pracują na cmentarzu przy grzebaniu nieżywych. Około drugiej po południu żandarmi przynieśli trochę pożywienia: chleb, ziemniaki i jęczmień. Powiedzieli, że mamy jeść to co uda nam się znaleźć. Jedna z nas, która pochodziła z Łodzi, została mianowana odpowiedzialną za nas. Jej zadaniem było znaleźć więcej jedzenia i przygotowanie kilka garnków zupy. Myśmy nawet nie wyobrażali sobie jak głodni jesteśmy. Nikt z nas nie myślał o jedzeniu. Jedliśmy bez smaku. Pomyślałam wtedy – co z resztą ludzi?. Zapytałam – oni mszą być bardzo głodni. Pójdę zanieść im jedzenie, kto mi pomoże? Bałam się iść sama. Zresztą nie mogłabym sama wziąć tego chleba i naczyń. Znalazłam ochotniczkę – Ewę Sylman. Wzięłyśmy dwa garczki z zupą, kosz pokrajanego na kromki chleba oraz kilka misek z łyżkami. Nasz cel – cmentarz żydowski.

 

Odważnie szłyśmy przez miasto. Miejsce byłego getta było prawdziwym miastem duchów, w pełnym znaczeniu tego słowa. Widzieliśmy wszystkie drzwi uchylone. Niektóre okna były powybijane. Śmierć i spustoszenie wisiały w powietrzu jak otwarta rana. Minęliśmy żołnierzy ze Straff Commando. Ulice były patrolowane teraz przez lokalną żandarmerię. Zbliżyliśmy się do cmentarza skąd słyszałyśmy głosy robotników i odgłosy kopania łopatami. Ja nie byłam przygotowana do sceny, jaka pojawiła się przed moimi oczami. Kiedy tylko weszłyśmy na teren cmentarza naszym oczom pojawiła się góra martwych ciał. Obok tej góry był wykopany ogromny dół. W dole było kilku mężczyzn układających w linii ciała nieżywych – mężczyzn, kobiet i dzieci. Oni rozsypywali jakiś środek dezynfekujący w tym dole. Całe to miejsce było tak nierealne. To było jak koszmarny sen, z którego pragnęłam się obudzić. Do dzisiejszego dnia ja nie mogę zapomnieć tego widoku. Masy zakrwawionych trupów z otwartymi oczami i ustami wykrzywionymi wstraszliwej agonii, jakby chciały wołać do Boga: „Proszę zobacz co onizrobili!” Pomiędzy ciałami rozpoznałam wujka mojego ojca AwrumaMillera, staruszka tak bardzo przez wszystkich ukochanego. Ja równieżrozpoznałam Całela Małego. Kiedy robotnicy nas zauważyli, zaczęli donas biec, aby dowiedzieć się co się wydarzyło w mieście. Opowiedzieliśmyim wszystko co widzieliśmy, po czym przeszliśmy do rogu cmentarza gdziepracownicy zjedli posiłek. Artur i mój brat Karol byli również wśródkopiących. Oni przybiegli tak jak inni, aby zjeść posiłek i poszli umyćumęczone i ubrudzone krwią ręce. Między kęsami pożywienia opowiedzielimi swoją historię. Jak tylko zostali zabrani z magistratu, dostalifurmankę bez konia, aby jeździć od domu do domu, gdzie musieli wyciągaćciała zabitych, po czym ładowali je na furmankę i wywozili na cmentarzżydowski. Część Żydóww Chmielniku nie posłuchałarozporządzeniaNiemców i została w domach.Oni zostali zastrzeleni,tam gdzie się znajdowali.Starzy i chorzy zostalizabici w ich własnychłóżkach. Było też wieledzieci, które zgubiły się i nie mogły odnaleźć w tłumie. Wszyscy zostali zabici bez litości. Proszę Boże, przebacz mi. Jak ja mogę opisywać te okrucieństwa i nie płakać przez resztę moich dni?

 

Kiedy pracownicy zjedli, ja i Ewa spakowałyśmy naczynia. Zupa i chleb zostały zjedzone a my z ciężkim sercem wracałyśmy piechotą w ciszy. Nie mogłyśmy nawet wymówić pojedynczego słowa. Wszystko, co wiedziałyśmy to, że już nigdy nie będziemy takimi samymi osobami. Widok stosu zabitych ciał będzie nawiedzać nas do końca życia. Ja pomyślałam, że cmentarz w Chmielniku będzie dla mnie zawsze uświęconym miejscem. Bardzo często, kiedy jeździliśmy z Łodzi do Chmielnika na cmentarz, moja matka ze mną podchodziłyśmy do miejsca gdzie jest grób mojego dziadka. Rozmawiałyśmy cicho, tak, aby nie obudzić zmarłych. Teraz wszystkie groby naszych przodków stały się świadkami niemieckiej brutalności i przemocy. To nie jest łatwe dla mnie, aby sięgać do tak bolesnej pamięci. Moje rany otwierają się i krwawią. Ja pozbyłam się snu, od kiedy zaczęłam opisywać to wszystko, co zdarzyło się podczas wojny.

 

W Chmielniku przez cały czas trwania okupacji niemieckiej mieścił się posterunek żandarmerii, który liczył około 8 – 12 ludzi. Ponadto przybywały tu różne ekspedycje. Na posterunku żandarmerii skoncentrowana była też policja polska (granatowa). Niezależnie od żandarmerii znajdował się w Chmielniku w 1939 do marca lub kwietnia 1940 roku garnizon w liczbie około 200 żołnierzy i około 300 żołnierzy w maju – czerwcu 1942 r. Był też szpital wojskowy od sierpnia d10 października 1942 r. na drodze koło Chmielnika żandarmeria zastrzeliła Izraela i Tołbę Bajnwol ukrywających się w Szydłowie już po akcji wysiedlenia Żydów z Szydłowa./ptext-align: justifyo końca września 1944 roku. Garnizon wojskowy od sierpnia 1944 do 12 stycznia 1945 roku liczył około 500 osób.

 

Wśród mieszkańców Czrobili!hmielnika znalazły się osoby, które nie tylko współczuły ludności żydowskiej, ale z narażeniem życia starały się pomóc prześladowanym. Oficjalnym potwierdzeniem takich zachowań jest fakt, że 10 listopada 2001 roku Rada ds. Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przy Instytucie Pamięci Narodowej Yad Vashem w Jerozolimie w Izraelu odznaczyła Marię Stradowską, jej syna Wacława Stradowskiego i córkę Kazimierę Wrzesień medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata” w dowód uznania, za to, że z narażeniem własnego życia ratowali Żydów prześladowanych w latach okupacji hitlerowskiej. Imiona ich uwiecznione są na honorowej tablicy w Parku Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, na Wzgórzu Pamięci w Jerozolimie.

 

Rzeczywisty obraz czasów okupacji w Chmielniku przedstawiają relacje naocznych świadków znajdują się w archiwum oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Kielcach.

 

Jeden z ówczesnych mieszkańców leżącej nie opodal Chmielnika wsi, Suliszowa, który przyszedł latem 1942 roku do Chmielnika, by kupić artykuły potrzebne do gospodarstwa jego rodziców tak pisze:

 

Widziałem, jak komendant granatowej policji w Chmielniku, Witkowski, wraz z Żydem, którego nazywano Szaje – w tym czasie przeszedł on na służbę do hitlerowców – aresztowali jakąś staruszkę. Prawdopodobnie kupiła ona poduszkę od Żydów. Najpierw oprowadzali ją z tą poduszką po mieście, a następnie zaprowadzili pod bożnicę i tam rozstrzelali… Byłem o jakieś 30 metrów od tego miejsca. Strzelał z pistoletu w tył głowy Witkowski. Szaje też miał pistolet, a w ręku trzymał szpicrutę, którą smagał staruszkę (…).

 

Policjant granatowy, Witkowski, został później z wyroku sądu podziemnego zastrzelony przez partyzantów polskich: za liczne zbrodnie, popełnione na Polakach i Żydach w rejonie Chmielnika. Ta sama kara spotkała również Żyda, Szaję (nazywał się Szaja Fastak); wyrok wydał sąd podziemny, a wykonali go polscy partyzanci. Został on zastrzelony nieopodal wsi, z której pochodziła zamordowana przez nich obydwóch staruszka. Szaję pochowano w rowie koło drogi...

 

Roman Ślusarski z Chmielnika był w maju 1942 roku świadkiem, jak żandarmi niemieccy z tamtejszego posterunku, m.in. Orłowski i Krause oraz trzech innych, wzięli sześciu Żydów. Było to o godzinie 6 rano. Prowadząc ich w kierunku posterunku żandarmerii, Przechodzili obok domu Ślusarskiego. On zaś obserwował ich z okna swojego mieszkania.

 

Jeden z Żydów usiłował zbiec – wspomina R. Ślusarski. – Skoczył w bok i zaczął uciekać, lecz gdy przebiegał przez rzeczkę, został zastrzelony przez jednego z żandarmów. Hitlerowcy ustawili pozostałych Żydów pod murem, a następnie strzelając do nich z pistoletów i karabinów, wszystkich wymordowali. Strzelali również Orłowski i Krause… Po ciała zamordowanych przyszli później inni Żydzi, zabrali je i pochowali na cmentarzu żydowskim.

 

W lipcu 1942 roku widziałem, jak żandarm Orłowski wyprowadził z posterunku żandarmerii niemieckiej w Chmielniku Żyda o nazwisku Mapa. Mogła być godzina 16. Prowadzili go koło naszego mieszkania. Orłowski był w mundurze żandarma, na plecach miał karabin. Wyszedłem na podwórze, gdyż z góry się domyśliłem, że hitlerowiec na pewno zastrzeli nieszczęśliwego. Wszedłem do ubikacji i przez szpary w drzwiach patrzyłem, co się będzie działo.

 

Orłowski najpierw prowadził Żyda jakieś piętnaście metrów, a potem kazał mu iść przodem, pomiędzy radlonkami ziemniaków. Gdy ten uszedł z dziesięć metrów, żandarm wystrzałem w tył głowy pozbawił go życia. Zabitego zostawił na polu i wrócił na posterunek. Później przyszli inni Żydzi, zabrali Mapę i pochowali go na żydowskim cmentarzu. Za co hitlerowiec zamordował Żyda, nie wiem…

 

Podczas wysiedlania Żydów z Chmielnika miejscowi żandarmi zamordowali wielu z nich...

 

Roman Brela, mieszkaniec Chmielnika, pamięta, iż funkcjonariuszami posterunku żandarmerii niemieckiej w tym mieście byli m.in.: Krause, Orłowski, Świątek.

 

Wiosną 1943 roku Krause zastrzelił mojego ojca w ogródku przy placu targowym. Świadkiem tego wydarzenia nie byłem. Mówiły mi o tym siostry: Genowefa Szymczyk, mieszkająca w Chmielniku, a także Janina Łuszczak, która już nie żyje...

 

Podczas wysiedlania Żydów z Chmielnika Krause wyrwał w mojej obecności z rąk matki półtoraroczne dziecko i zastrzelił je. Żydówka ta nazywała się Drukarz. Jej ojciec był właścicielem piwiarni w Chmielniku. Wiem, że Orłowski szczuł ludzi psem i katował ich.

 

Jesienią 1942 roku widziałem jak żandarm Wreide zastrzelił w czasie wysiedlania Żydów starą Żydówkę, o nazwisku Klejcherlej. Dokonał tej zbrodni w jej mieszkaniu. Było to przy ulicy Kolejowej, obecnie Mielczarskiego. Zastrzelił ją za to, że nie mogła wstać z łóżka.

 

Jesienią 1942 roku widziałem, jak oficer niemiecki zastrzelił chłopca żydowskiego, liczącego najwyżej trzynaście lat. Oficer ten wydał najpierw rozkaz żołnierzowi niemieckiemu, by zastrzelił owego chłopca. Żołnierz strzelił z pistoletu, ale pociągając za spust, odwrócił głowę i nie trafił. Wówczas oficer zdenerwował się, uderzył żołnierza trzciną w głowę, wyrwał mu z ręki pistolet i sam zastrzelił chłopca. Dzieciak ten był już wcześniej ranny i skarżył się, że nie może iść, gdyż boli go noga. I dlatego został zastrzelony.

 

W okresie okupacji hitlerowskiej mieszkałam wraz z rodzicami w Chmielniku – pisze Helena Karyś. – Dom nasz znajdował się o jakieś sto metrów od posterunku policji niemieckiej. Moi rodzice nazywali się Kal. Mam też zamężną siostrę, Natalię Bobowską, która również była wtedy przy rodzicach. Mieszkając nie opodal ich posterunku, znaliśmy w nim część żandarmów z widzenia i z nazwiska. Z opowiadania Natalii Bobrowskiej wiem, że była ona świadkiem zastrzelenia mężczyzny przez Żyda, Szaję Fastaka, który po wysiedleniu Żydów z Chmielnika zamieszkał na posterunku policji niemieckiej i tropił zarówno ukrywających się Żydów jak i Polaków, którzy Żydom pomagali. Siostra mówiła, że zastrzelił on tego mężczyznę niemal w tym samym miejscu, co Orłowski Szczygielskiego. Było to tylko kilka miesięcy później. Dziwiliśmy się, że Żyd, a postępuje jak Niemiec.

 

Brat Heleny Karyś, Władysław, zeznaje:

 

Po wypędzeniu Żydów z Chmielnika pozostał tam jeden z nich, Szaje Fastak. Chodził ze mną do szkoły i dobrze pamiętam brzmienie jego nazwiska. Podczas okupacji miał 20 lat. Przystał na współpracę z Niemcami. Munduru nie miał, ale dali mu pistolet, z którego zastrzelił wielu Polaków i Żydów. Od ludzi słyszałem, że wymordował całą rodzinę żydowską. Po wysiedleniu Żydów z Chmielnika ukrywali się oni gdzieś na wiosce. Żandarmi przywieźli ich do miasteczka, a on ich zastrzelił. Zastrzelił też kobietę ze wsi Młyny, która podobno przechodziła obok terenu getta, skąd Żydzi byli już wysiedleni, lecz gdzie Polakom nie wolno było wchodzić.

 

Najpierw oprowadził ją po mieście, a później zastrzelił. Nie byłem naocznym świadkiem tego wydarzenia, ale ludzie powszechnie mówili o tym. Moja szwagierka, Natalia Brodowska, osobiście widziała, jak Żyd ten zastrzelił obok cmentarza przy posterunku żandarmerii niemieckiej starszego mężczyznę.

 

W związku z jego zbrodniczą działalnością na Szaję Fastaka wydany został wyrok śmierci przez polski sąd podziemny. Partyzanci złapali go i rozstrzelali na polu tej kobiety, którą on wcześniej zamordował w Chmielniku. Tam też został on później zakopany w rowie przy drodze...

 

Krystyna Podsiedlik ze Szyszczyc jest rolniczką. W okresie okupacji hitlerowskiej mieszkała wraz z rodzicami we wsi Ciecierze. Wieś ta leży 3 km od Chmielnika. Mieli tam gospodarstwo rolne. Po wysiedleniu Żydów z Chmielnika ukrywali od września 1942 roku w swoim mieszkaniu Żydówkę Małą, która mogła mieć wtedy 45 lat; razem z nią była jej córka, 18–letnia Szychcia.

 

W wieczór wigilijny, kiedy siedzieliśmy przy stole, a ojciec wraz z moim dwunastoletnim bratem poszli do sąsiadów, usłyszeliśmy nagle jakiś hałas koło domu – opowiada Krystyna Podsiedlik. – Wyjrzeliśmy przez okno i zobaczyliśmy, że przyszło trzech żandarmów niemieckich. Jak się później okazało, byli oni z Chmielnika… Domyśliliśmy się, że przyszli po ukryte u nas Żydówki. Skąd dowiedzieli się o nich, nie mam pojęcia. Żydówki zaczęły uciekać. Starszą dopędzono jakieś 200 metrów od naszych zabudowań, a córce udało się zbiec. Czy przeżyła wojnę – nie wiem. Nigdy potem nic na jej temat nie słyszałam. Żandarmi mieli pistolety oraz karabiny. Do uciekających oddali dwa czy trzy strzały. Gdy ojciec wrócił od sąsiada, żandarmi zaczęli nas wszystkich bić pięściami, rękojeściami pistoletów, pałkami. Kopali nas butami, szczuli psem, wilczurem, którego mieli ze sobą. Torturowali zarówno ojca i matkę, jak i mnie; miałam wówczas 15 lat. Bili także starszą o dwa lata ode mnie siostrę i 12–letniego brata.

 

Ojciec nazywał się Feliks Stradomski, miał wówczas 57 lat. Żandarmi przeprowadzili rewizję w naszym domu, lecz nic nie znaleźli, bo też i nic nie było do zabrania. Byliśmy rodziną biedną. Ojca zabrali ze sobą do aresztu w Chmielniku.

 

Następnego dnia udałam się do Chmielnika, by zobaczyć się z ojcem. Nie dopuścili mnie jednak do niego. Widziałam go jedynie poprzez zakratowane okienko w areszcie. Był bardzo pobity i zakrwawiony. Tego samego dnia został wywieziony do hitlerowskiego obozu koncentracyjnego, do Oświęcimia.

 

…Zimą 1943 roku żandarmi niemieccy zastrzelili Żydówkę o nazwisku Mała, a także jej córkę w wieku 18 lat. Zostały one zamordowane we wsi Ciecierze, na podwórku Feliksa Stradomskiego – zeznaje ZofiaStradomska z Chmielnika. – Feliks Stradomski został aresztowany przez Krausego, żandarma z Chmielnika i jego los dotychczas nie jest mi znany. Wiadomość o rozstrzelaniu Żydówki i jej córki otrzymałam od mojej bratowej, Zofii Stradomskiej, która zmarła w 1951 roku. Żyje jej córka Krystyna Podsiedlik, która była naocznym świadkiem rozstrzelania Żydówki oraz jej dziecka, a także aresztowania swojego ojca, Feliksa Stradomskiego.

 

Jesienią 1941 roku Orłowski lub Krause zastrzelili starą Żydówkę na ulicy Furmańskiej w Chmielniku. Ludzie mówili, że była ona matką właścicielki fabryki świec i mydła, Pasternakowej. Żydówka ta przechodziła ulicą Furmańską w Chmielniku, wtedy Orłowski poszczuł ją psem, a Krause zastrzelił; Orłowski bez żadnego powodu szczuł ludzi psem, czarnym wilczurem. Natomiast Krause bez żadnego powodu strzelał do ludzi na ulicy; w tej chwili nie pamiętam nazwisk osób, które zastrzelił. Jeśli chodzi o Orłowskiego, to widziałam, jak podczas łapanki w dzień targowy zastrzelił na Małym Rynku Zdzisława Osaka, który uciekał pomiędzy furmankami. Chłopiec miał 20 lat. Słyszałam, że Orłowski zastrzelił w 1943 roku Żyda, Dawida Dołza, który – według mojego rozeznania – był konfidentem niemieckim. Najprawdopodobniej Dawid Dołz został zastrzelony w rowie. Latem 1942 roku widziałam na ulicy Szydłowieckiej zwłoki Żyda o nazwisku Mapa, którego znałam osobiście, a zastrzelił go Orłowski.

 

Stanisława Pisarska, która mieszkała we wsi Andrzejówka tak wspomina:

 

W odległości 200 metrów mieszkał wraz z rodziną Stanisław Trojan. Ujawnienie, że ktoś ukrywa Żydów, groziło w tym czasie w Polsce karą śmierci. Na jakiś dzień czy dwa przed Świętami Bożego Narodzenia, w 1942 roku, usłyszeliśmy odgłosy wystrzałów, dochodzące od strony zagrody Trojanów. Początkowo myśleliśmy, że odbywa się tam polowanie. Dopiero po chwili któreś z dzieci sąsiadów przybiegło z wiadomością, że u Trojanów żandarmi wystrzelali Żydów. Ludzie później opowiadali, że z Chmielnika przyjechało dwóch żandarmów; miał wśród nich być również i Orłowski. Nazwisk zabitych nie znam.

 

Po zastrzeleniu Żydów żandarmi pojechali do wsi Szyszczyce. Zabrali ze sobą żonę Stanisława Trojana; gospodarza nie zastali w domu, zdołał zbiec do lasu. Zabici Żydzi zostali pochowani przez naszych sąsiadów obok domu Trojanów. Żandarmi trzymali żonę Trojana na posterunku w Chmielniku do czasu ujęcia jej męża. Złapali go w kilka dni później we wczesnych godzinach rannych w jego mieszkaniu. Zabrali go zaraz do Chmielnika, a żonę wypuścili. Chyba go zastrzelili, gdyż od tamtej pory nie dał on żadnego znaku życia.

 

Nazwiska zamordowanych tego dnia w Andrzejówce Żydów podaje mieszkający w tej wsi A. Prucnel. Byli to: Seal i Belman. Zaś Adela Makówka, także z Andrzejówki, dodaje, iż żonę Stanisława Trojana zabrali żandarmi na furmankę i pojechali z nią do kuzynów Trojanów, do wsi Szyszczyce, gdzie również mieli być przechowywani Żydzi. Na szczęście – nie znaleźli ich już tam.

 

Janina Wójcik mieszkała podczas okupacji wraz z rodzicami we wsi Śladków Mały koło Chmielnika. Jej rodzice, jak wspomina Janina Wójcik, postanowili jesienią 1942 roku, po wysiedleniu Żydów z Chmielnika, ukryć dziesięcioro ludzi narodowości żydowskiej.

 

Byli to – wylicza Janina Wójcik – Abram Grajzman, ojciec, a także Icek, jego syn, matka, córka i wnuczka z rodziny Winnickich, pięcioro z rodziny Szlezingerów – rodzice i troje dzieci. Wszyscy mieszkali w wybudowanym dla nich przez moją rodzinę bunkrze podziemnym; znajdował się on nie opodal naszej stodoły. O tym, że my ich tam ukrywamy, nie wiedział nikt oprócz naszej rodziny. Ja gotowałam pożywienie, które następnie zanosiliśmy im do bunkra. W ciągu dnia nikomu się nie pokazywali. Na dwór mogli wychodzić jedynie nocą. Ukrywali się tam przez szesnaście tygodni. Od grudnia 1942 roku do 16 marca 1943 r.

 

Sąsiadem naszym był w tym czasie Niemiec, Jerzy Pochlast, którego podobno obrabowano i on to właśnie sprowadził do wsi żandarmów, by odnaleźli zabrane mu rzeczy. Robili rewizję u naszych sąsiadów, potem przeprowadzili ją również w naszych zabudowaniach gospodarskich. Nie odnaleźli żadnych niemieckich rzeczy, ale wykryli bunkier, w którym przechowywali się Żydzi. Żandarmów z Buska było 22, a z Chmielnika – kilku. Był również Orłowski. Po wykryciu Żydów hitlerowscy obrabowali ich najpierw ze złota, a następnie wystrzelali.

 

Dwóch małych dziewczynek nie musieli już rozstrzeliwać – były one w wieku do 10 lat – gdyż już wcześniej rozszarpał je pies, którego żandarmi mieli ze sobą. Dorosłe osoby rozstrzelano serią z automatu. Wszyscy zamordowani zostali zakopani przez okoliczną ludność w bunkrze, w którym się ukrywali. Nas Niemcy też aresztowali, by rozstrzelać w następnej kolejności. Lecz obronił nas jednak ów sąsiad, Niemiec, Jerzy Pochlast. Prawdopodobnie obawiał się, że – ponieważ on sprowadził żandarmów na wieś, to jak oni odjadą – przyjdą w nocy polscy partyzanci i mogą zastrzelić go w odwet za to. Urządził więc dla żandarmów libację, częstując ich wódkami, likierami, koniakami, a także najlepszymi wędlinami i różnym jedzeniem, jakie miał w domu. Hitlerowcy zabrali ze sobą jedynie mojego brata, Władysława, ale zwolnili go po kilku miesiącach. Siedział w więzieniu, w Pińczowie. Został on jednak później zamordowany przez Niemców…

 

Tragedię rodziny Wójcików ze Śladkowa Małego oraz przechowywanych przez nich Żydów potwierdza również Jan Wójcik, brat Janiny Wójcik:

 

Moi rodzice oraz brat, Władysław, przechowywali Żydów – pisze Jan Wójcik. – Żydzi, którzy ukrywali się u mojej rodziny, przebywali u nas już przed wysiedleniem ludności żydowskiej z Chmielnika do Treblinki. Bunkier ten budowałem ja wraz z bratem Władysławem. Nikt z sąsiadów ani też ze znajomych nie wiedział o tym, że u nas są Żydzi. Sąsiadem mojego ojca był w tym czasie Niemiec, Jerzy Pochlast. On to właśnie sprowadził wówczas do naszej wsi żandarmów z Buska i Chmielnika, a nawet z Radomia; było ich przeszło pięćdziesięciu. Akurat byłem wtedy u rodziców. Nie dali nam w ogóle wyjść z mieszkania. Całe obejście było obstawione, ponieważ spodziewali się walki z partyzantami, chociaż nie mieli żadnej broni.

 

Niemcy usiłowali najpierw dostać się do bunkra przez wykop z wierzchu do powały. Wówczas jeden z Żydów próbował ratować się ucieczką. Przebiegł już ze 150 metrów, ale dogonił go pies, wilczur, którego żandarmi mieli ze sobą. Pogryzł go i przywlókł z powrotem pod bunkier. I wtedy jeden z Niemców puścił serię przez powałę do środka bunkra. I reszta Żydów wyszła. Żandarmi wystrzelali ich wszystkich; zostali zakopani w bunkrze. Przedtem jednak hitlerowcy zrabowali im co cenniejsze rzeczy. Dwie małe dziewczyny zostały przez hitlerowców poszczute psem, który je poszarpał tak, że nie musiano ich już rozstrzeliwać. Całą naszą rodzinę również już wyprowadzono z domu i postawiono pod ścianę. Naprzeciwko nas ustawiono karabin maszynowy, by nas rozstrzelać. Uratowało nas to, że brat, Władysław, powiedział, iż to on przechowywał Żydów, a rodzice ani my w ogóle nie wiedzieliśmy o nich. Wówczas Niemcy zwolnili nas, a brata zabrali do Buska, a następnie do Pińczowa, gdzie trzymali go w więzieniu. Wrócił dopiero po kilku miesiącach. W najściu na nas brali m.in. udział żandarmi z Chmielnika – Świątek, Orłowski i Cieślik. Pozostałych nie znałem...


Copyright © 2010 Świętokrzyskie Sztetl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja: InicjatywaLokalna.pl & Maximum Interactive
Wizyt:

… dla rozwoju Województwa Świętokrzyskiego…