Swietokrzyski sztetl

English Deutsch
  • WYDARZENIA
  • CENY - REZERWACJE
  • OFERTA EDUKACYJNA
  • QUESTING
  • REGULAMIN
  • KONKURS NASI SĄSIEDZI – ŻYDZI
  • EKSPONAT MIESIĄCA
    • Kwiecień 2016 - Taca
    • Marzec 2016 - Wycinanka
    • Luty 2016 - Polichromia
    • Styczeń 2016 - Rynek
    • Grudzień 2015 - Patchwork
    • Listopad 2015 - Wycinanka
  • OEM Świętokrzyski Sztetl
    • Historia
    • Projekt
    • Etapy powstania
    • DIORAMY
    • Wirtualny spacer po Chmielniku
    • Wędrówki po Ziemi Chmielnickiej
    • Historia Chmielnika
    • Plan miasta Chmielnika
  • Żydzi w historii Chmielnika
    • W szlacheckiej Rzeczypospolitej
    • Dobre miejsce dla Żydów
    • Od poddanych do obywateli
    • Prawdziwe sztetl
    • W wolnej Polsce
    • Siła tradycji i religii
    • Nie tylko wokół synagogi
    • Między starym a nowym
    • Społeczne troski
    • W stronę przemysłu
    • Walka o kredyt
    • Handel, handel
    • Apel Poległych
    • Zagłada
    • To, co w pamięci zostało cz. 1
    • To, co w pamięci zostało cz. 2
    • To, co w pamięci zostało cz. 3
    • To, co w pamięci zostało cz. 4
  • Gminy Żydowskie 1918-1939
    • BĘDZIN
    • BIAŁOBRZEGI
    • BODZENTYN
    • BOGORIA
    • BRZESKO NOWE
    • BUSKO-ZDRÓJ
    • CHĘCINY
    • CHMIELNIK
    • CIEPIELÓW
    • CZELADŹ
    • CZĘSTOCHOWA
    • DALESZYCE
    • DĄBROWA GÓRNICZA
    • DRZEWICA
    • DZIAŁOSZYCE
    • GŁOWACZÓW
    • GNIEWOSZÓW
    • GOWARCZÓW
    • IŁŻA
    • IWANISKA
    • JANOWIEC
    • JANÓW
    • JĘDRZEJÓW
    • KAZANÓW
    • KIELCE
    • KLIMONTÓW
    • KLWÓW
    • KŁOBUCK
    • KOŃSKIE
    • KOPRZYWNICA
    • KOSZYCE
    • KOZIENICE
    • KRZEPICE
    • KSIĄŻ WIELKI
    • KUNÓW
    • KUROZWĘKI
    • LELÓW
    • LIPSKO
    • ŁAGÓW
    • ŁOPUSZNO
    • MAGNUSZEW
    • MAŁOGOSZCZ
    • MIECHÓW
    • MODRZEJÓW
    • NOWA SŁUPIA
    • NOWY KORCZYN
    • ODRZYWÓŁ
    • OLKUSZ
    • OPATÓW
    • OPOCZNO
    • OSIEK
    • OSTROWIEC ŚWIĘTOKRZYSKI
    • OŻARÓW
    • PACANÓW
    • PILICA
    • PIŃCZÓW
    • POŁANIEC
    • PROSZOWICE
    • PRZEDBÓRZ
    • PRZYRÓW
    • PRZYSUCHA
    • PRZYTYK
    • RADOM
    • RADOSZYCE
    • RAKÓW
    • SANDOMIERZ
    • SIENNO
    • SKAŁA
    • SKARŻYSKO-KAMIENNA
    • SŁAWKÓW
    • SŁOMNIKI
    • SOLEC
    • SOSNOWIEC
    • STARACHOWICE-WIERZBNIK
    • STASZÓW
    • STOPNICA
    • STROMIEC
    • STRZEMIESZYCE
    • SZCZEKOCINY
    • SZYDŁOWIEC
    • SZYDŁÓW
    • TARŁÓW
    • WĄCHOCK
    • WIŚLICA
    • WŁOSZCZOWA
    • WODZISŁAW
    • WOLANÓW
    • WOLBROM
    • ZAWICHOST
    • ZAWIERCIE
    • ZWOLEŃ
    • ŻARKI
    • ŻARNOWIEC
    • ŻARNÓW
  • Żydzi polscy - historia
    • Historia do 1918 roku
    • XX-lecie Międzywojenne
    • Zagłada - cz. 1
    • Zagłada - cz. 2
    • Obozy Zagłady
    • Spis Obozów
    • Auschwitz-Birkenau cz.1
    • Auschwitz-Birkenau cz.2
    • Auschwitz-Birkenau cz.3
    • Auschwitz-Birkenau cz.4
    • Treblinka
    • Chełmno
    • Po zagładzie
    • Podejrzenia o "żydokomunę"
    • Czas pogromów
    • Od pogromu do Syjonu
    • Niezależność i autonomia
    • Druga ojczyzna?
    • Stalinowski antysyjonizm
    • Zapomniani nobliści
    • Kultura i sport
    • Niepokoje '56
    • Tajemnicza zbrodnia
    • Między październikiem a marcem
    • Ostateczna rozprawa
    • Przerwana historia
    • Afera karmelitańska
    • Żydowskie wysepki
    • Nowy rozdział
    • Dolina krzyży
    • Odrodzenie
  • Sztetle w dawnej prasie
    • Busko-Zdrój
    • Chęciny
    • Chmielnik
    • Daleszyce
    • Działoszyce
    • Jędrzejów
    • Kielce
    • Kielecczyzna
    • Końskie
    • Małogoszcz
    • Miechów
    • Olkusz
    • Pacanów
    • Pierzchnica
    • Pińczów
    • Proszowice
    • Przysucha
    • Radom
    • Sandomierz
    • Sobków
    • Solec-Zdrój
    • Suchedniów
    • Wiślica
    • Włoszczowa
    • Wodzisław
    • Żarki
    • Żarnowiec
  • Sztetle w dawnej fotografii
    • Będzin
    • Bodzentyn
    • Bogoria
    • Busko-Zdrój
    • Chęciny
    • Chmielnik
    • Czeladź
    • Częstochowa
    • Dąbrowa Górnicza
    • Działoszyce
    • Gniewoszów
    • Iłża
    • Janowiec
    • Jędrzejów
    • Kielce
    • Klimontów
    • Klwów
    • Małogoszcz
    • Oksa
    • Pińczów
    • Raków
    • Sandomierz
    • Sędziszów
    • Staszów
    • Wiślica
    • Wodzisław
  • Bibliografia kieleckich sztetli
    • A - B - C - D - E - F
    • G - H - I - J - K - L
    • Ł - M - N - O - P - Q
    • R - S - T - U - W - Z
  • Artykuły
    • 2014
    • 2013
    • 2012
  • Ciekawe Publikacje
    • Dowcipy żydowskie (1927)
    • Garstka wybranych (2014)
    • Kiedy i skąd przybyli Żydzi do Polski
    • Kultura i sztuka ludu żydowskiego
    • Polska kuchnia koszerna (1877)
    • Słownik biograficzny (1905)
    • Sztetl (2014)
    • Święta Żydowskie (1908) Tom 1
    • Święta Żydowskie (1914) Tom 2
    • Święta Żydowskie (1919) Tom 3
    • Żydzi w Polsce (1921)
    • Żydzi w powstaniu 1863 r. (1938)
  • Galeria
  • Media o nas 2015-2016
  • Media o nas 2011-2014
  • Zaproszenia
  • Partnerzy
  • Polecane strony
  • Kontakt

Chełmno

OBÓZ ZAGŁADY CHEŁMNO

 

I

 

Obóz zagłady w Chełmnie był typowym obozem śmierci, tzn. miejscem przeznaczonym wyłącznie do masowego uśmiercania ludzi, gdzie wszyscy przywożeni ludzie byli od razu mordowani (poza garstką robotników, których Niemcy wybierali z transportów do robót, związanych z akcją zbrodniczą).

 

Obóz zagłady w Chełmnie zasługuje na specjalną uwagę z tego względu, że został on zorganizowany i urządzony w taki sposób, że o istnieniu jego i setkach tysięcy ofiar, w nim mordowanych, mało kto wiedział w Polsce podczas okupacji niemieckiej.

 

Wieś Chełmno (powiat kolski) położona jest 14 km od miasta Koła, leżącego przy magistrali kolejowej: Łódź - Kutno - Poznań. Koło było ostatnim etapem kolejowych transportów ludzi, przywożonych na zagładę.

 

Miasto Koło ze wsią Chełmno łączy kolejka wąskotorowa.

 

Z Chełmna do Łodzi, drugiego co do wielkości miasta w Polsce, posiadającego w 1939 r. według oficjalnej statystyki 202.000 Żydów - było stosunkowo niedaleko (60 km); do Łodzi prowadziła dobra i mało uczęszczana szosa.

 

We wsi Chełmno znajdował się pałacyk, otoczony starym parkiem, niezamieszkały i stanowiący własność państwa. W pobliżu jest las sosnowy, posiadający rewiry pokryte młodym lasem o gęstym podszyciu, wybitnie nieprzejrzyste.

 

Na tym właśnie terenie władze okupacyjne niemieckie urządziły obóz zagłady. Teren parku ogrodzono wysokim parkanem z desek w taki sposób, żeby to wszystko, co działo się w obrębie pałacu i parku, było zupełnie niewidoczne. Ze wsi wysiedlono miejscową ludność, pozostawiając tylko małą ilość robotników niezbędnych do prac pomocniczych.

 

Na ogrodzonym terenie były dwa budynki: jednopiętrowy mały pałacyk i stary spichrz oraz dwa nowo postawione przez Niemców drewniane baraki.

 

Cały ogrodzony teren, gdzie uśmiercano setki tysięcy ludzi, miał rozmiary zaledwie 2,7 ha.

 

Ludzi przywożonych na stracenie utrzymywano do ostatniej chwili w przekonaniu, że zostaną skierowani do prac na wschodzie. Zapowiadano im, że przed dalszym transportem zostaną wykąpani, a odzież wydezynfekowana. Prowadzono ich bezpośrednio po przyjeździe do obozu, do dużej sali w pałacu, gdzie kazano im się rozbierać, a następnie prowadzono ich korytarzem do drzwi wyjściowych, przy których stał duży samochód - komora gazowa. Samochód ten miał ich przewieźć do kąpieliska. Po zapełnieniu samochodu ludźmi ryglowano drzwi, włączano motor i gaz spalinowy przez specjalnie skonstruowaną rurę wydechową wchodził do wnętrza samochodu. Po 4-5 minutach, gdy nie słychać już było krzyków i szamotań duszących się ludzi, samochód odjeżdżał w stronę pobliskiego lasu, odległego o 4 km. W lasku tym, ogrodzonym i otoczonym posterunkami, wyładowywano z samochodów trupy i na jednej z polan zakopywano je (potem palono).

 

II

 

Przeznaczeniem obozu zagłady w Chełmnie było wymordowanie Żydów głównie z terenu tzw. Warthegau, tzn. tej części Polski, która obejmowała według podziału administracyjnego z 1939 r. województwo poznańskie, prawie całe województwo łódzkie i część województwa warszawskiego, ogółem teren liczący 4.546.000 ludności (w tym Żydów 450.000).

 

Obóz zaczęto organizować w listopadzie 1941 r. Początek akcji niszczycielskiej wypada na 8 grudnia 1941 r. Rozpoczęto ją od likwidacji ludności żydowskiej z gett małych miast i miasteczek z terenu Warthegau, najpierw z okolicznych miasteczek: Koło, Dąbie, Sompolno, Kłodawa i inne, potem zaczęto przywozić Żydów również z większych miast, a w szczególności z największego skupiska Żydów na terenie Warthegau, z pobliskiej Łodzi.

 

 

Pierwszy transport Żydów przyszedł z Łodzi do Chełmna w połowie stycznia 1942 roku. Od tego czasu systematycznie, codziennie z małymi przerwami do kwietnia 1943 roku przywożono na zagładę do Chełmna z Łodzi przeciętnie około 1.000 Żydów dziennie.

 

Niezależnie od transportów kolejowych przywożono do Chełmna Żydów sporadycznie samochodami; transporty autami były jednak stosunkowo nieliczne. Poza Żydami z Polski przychodziły transporty Żydów z Niemiec i Austrii, oraz Francji, Belgii, Luksemburga, Holandii, które z reguły nadchodziły poprzez getto łódzkie; ogółem Żydów z zagranicy stracono ok. 16.000.

 

Poza likwidacją ludności żydowskiej z terenu Warthegau (w ilości ponad 300.000) wymordowano w Chełmnie ok. 5.000 Cyganów, oraz pewną stosunkowo niewielką (około 1.000) nie dającą się ściślej określić liczbę Polaków i jeńców sowieckich. Zaznaczyć jednak należy, że tracenie Polaków i jeńców sowieckich odbywało się najczęściej w nocy, przy czym przywożono ich wprost do lasu, gdzie ich rozstrzeliwano.

 

W 1943 r. przywieziono na teren obozu cztery auta z dziećmi do 12-14 lat bez odznak żydowskich, sprawiających na świadkach wrażenie dzieci „aryjskich“. Było to w okresie, kiedy władze niemieckie masowo wysiedlały ludność polską z terenu Zamojszczyzny, przy czym dzieci były z reguły oddzielane od rodziców.

 

III

 

Na podstawie zeznań trzech świadków Żydów (świadek Podchlebnik, Srebrnik, Żurawski), którym udało się uratować z obozu w Chełmnie) [ogółem spośród przeszło 300.000 Żydów przywiezionych na miejsce w Chełmnie pozostało przy życiu - według danych śledztwa - jedynie czterech!], oraz zeznań świadków Polaków spośród okolicznej ludności, którzy mieli możność bądź mieć kontakt z obozem zagłady, bądź byli świadkami transportów kierowanych do Chełmna, - śledztwo ustaliło następujące fazy przygotowawcze w samej procedurze dokonywanych masowych zbrodni:

 

Żydom wywożonym z getta władze niemieckie oświadczały, że wyjeżdżają na roboty na wschód. W miasteczkach i miastach poza Łodzią transporty organizowano w taki sposób, iż pewnego dnia z reguły nad ranem miasto otaczały formacje żandarmerii, policji, SS, wojska i organizacji pomocniczych partyjnych celem uniemożliwienia Żydom ucieczki. Żydów gromadzono w określonych punktach, pozwalając im zabrać niewielki bagaż, po czym zebranym oświadczano, że zostaną wywiezieni na wschód do prac.

 

Tylko nieliczne grupy robotników fachowców (krawców, kuśnierzy, szewców itp.) wydzielano z transportów i kierowano do getta łódzkiego. W Łodzi w wielkim getcie procedura była o tyle inna, iż do transportów kwalifikowała specjalna komisja.

 

Inscenizowanie wyjazdu na wschód do pracy było tak umiejętne, a jednocześnie to, co się działo w obozie zagłady, było niemal przez cały czas tak bardzo zakonspirowane, że wyjeżdżający na stracenie Żydzi nie zdawali sobie zupełnie sprawy z bliskiej i nieuchronnej śmierci. W getcie łódzkim np. wiele osób zgłaszało się ochotniczo do pracy na wschodzie do transportów kierowanych do Chełmna.

 

Jeśli chodzi o transporty kolejowe, które były regułą przy wywożeniu Żydów z Łodzi, to Żydów umieszczano w specjalnym pociągu, liczącym 20-22 wagony, zazwyczaj osobowe. Po przybyciu pociągu do Koła transport liczący z reguły około 1.000 osób, przeładowywano do kolejki wąskotorowej i kierowano do Powiercia. Powiercie był ostatnim etapem podróży koleją. Transporty samochodowe szły bezpośrednio wprost do Chełmna. Tutaj bagaż zabierano, aby przewieźć go bezpośrednio do Chełmna, a ludzi odprowadzano pod eskortą 6-8 żandarmów do pobliskiej wsi Zawadki, gdzie umieszczano ich na noc w dużym budynku mechanicznego młyna. W ciągu stycznia i częściowo lutego 1942 roku transporty kierowano wprost z Koła do Chełmna i Żydzi nocowali w Kole w synagodze.

 

Zdjęcie grupy ofiar bezpośrednio przed wejściem do samochodu - komory gazowej (zdjęcie niemieckie).

 

Nazajutrz rano przyjeżdżały z Chełmna do Zawadek (odległych około 2 km) samochody ciężarowe w liczbie zazwyczaj trzech, do których ładowano ludzi. Jednorazowy transport Żydów z Zawadek do Chełmna nie przekraczał liczby 100-150, tj. liczby osób, która bezpośrednio po przybyciu do obozu w Chełmnie ulegała zagazowaniu. Organizacja całej akcji była tego rodzaju, że następna grupa osób do ostatniej chwili nie mogła zorientować się, co się stało z ludźmi, którzy wyjechali poprzednio. Transport całości, tzn. tysiąca mniej więcej osób, trwał do godziny 13-14-ej.

 

Przeładowanie transportu ofiar do wagonów kolejki wąskotorowej na stacji w Kole.

 

Auta, załadowane Żydami, wjeżdżały na teren obozu i zatrzymywały się przed pałacem. Do przybyłych na dziedzińcu przemawiał przedstawiciel Sonderkommando, który zapewniał ich o wyjeździe do pracy na wschód, przy czym obiecywał sprawiedliwe traktowanie i dobre wyżywienie. Oznajmiał również, że na wstępie muszą się wykąpać i poddać rzeczy dezynfekcji. Z dziedzińca transport Żydów kierowano do wnętrza pałacyku do ogrzanej sali na I piętrze, gdzie ludzie rozbierali się, schodzili później w bieliźnie na dół do korytarza, na którego ścianie były napisy „do lekarza“, „do kąpieli“. Strzałka „do kąpieli“ prowadziła do drzwi wyjściowych. Tutaj po wyjściu oznajmiano Życiom, że pojadą krytym samochodem do kąpieliska.

 

Wyładowanie transportu ofiar w Powierciu (zdjęcie niemieckie).

 

Przed samymi drzwiami pałacyku na dziedzińcu stał duży samochód z drzwiczkami umieszczonymi w tyle i ustawiony w ten sposób, że wprost po wyjściu z budynku ludzie wchodzili po przystawionych schodkach do samochodu.

 

Tempo załadowania transportu było bardzo szybkie, żandarmi, ustawieni gęsto w korytarzu, krzykami i biciem zmuszali ludzi do jak najszybszego wchodzenia do samochodu, uniemożliwiając im jakikolwiek odruch obronny.

 

Po wejściu wszystkich Żydów do samochodu drzwi zatrzaskiwano i zapuszczano motor, rozpoczynając proces zatruwania gazem ludzi znajdujących się wewnątrz samochodu.

 

Samochód bowiem, mający służyć rzekomo do przewożenia ludzi do kąpieliska, był komorą gazową i przeznaczony był jedynie do masowego uśmiercania.

 

Od chwili zapuszczenia motoru, tj. początku dopływu do wnętrza samochodu gazu spalinowego - do chwili odjazdu samochodu upływało z reguły 4-5 minut. Ten czas działania gazu wystarczał, aby ofiary zamknięte w samochodzie przestały krzyczeć i uderzać w ściany auta. Po 5 minutach, kiedy z wnętrza samochodu nie słychać już było żadnych odgłosów, samochód ruszał z miejsca, udając się do pobliskiego lasku Rzuchowskiego, odległego od obozu o 4 km, gdzie zwłoki wyładowywano i palono.

 

W tym samym mniej więcej czasie do obozu w Chełmnie nadjeżdżała z Zawadek nowa grupa samochodów ciężarowych, przywożących następną partię 100-150 osób, które po krótkim czasie miały znowu znaleźć śmierć przez zagazowanie.

 

W międzyczasie w pałacyku dokładnie zacierano ślady zniknięcia poprzednio straconych ludzi, usuwając odzież i obuwie ofiar.

 

O samochodach - komorach gazowych używanych w Chełmnie [Samochody - komory gazowe były używane na obszarze Warthegau już wcześniej. W marcu 1940 r. posługiwano się nimi przy likwidacji psychicznie chorych ze szpitala „Kochanówka“ pod Łodzią. We wrześniu 1941 r. samochody-komory gazowe były używane przy masowych straceniach Żydów w lesie koło Kazimierza Biskupiego, około 40 km od Chełmna.], które przed likwidacją obozu w 1944 r. zostały wywiezione przez władze obozowe do Niemiec, śledztwo uzyskało następujące dane:

 

Samochody te sprowadzono z Berlina i było ich trzy - jeden duży, pojemności około 150 osób, i dwa mniejsze, w których mieściło się około 80-100 osób. Oficjalna ich nazwa brzmiała „Sonderwagen“.

 

Ponieważ Sonderkommando obozowe nie miało własnych warsztatów samochodowych, więc auta te, które dość często psuły się, były kierowane do naprawy do warsztatów samochodowych firmy Kraft i Reichstrassenbauamt w Kole. Ośmiu mechaników Polaków z tych firm, przesłuchanych w śledztwie, opisuje w następujący sposób budowę i konstrukcję tych aut: Rozmiary dużego auta 6 metrów długości, 2,5-3 metry szerokości, mniejsze auta o rozmiarze 4,5-5 metrów długości, 2,3 do 2,5 metra szerokości. Karoseria była zbudowana z wąskich szpuntowanych desek, ściśle z sobą łączących się, tak, że samochód mógł sprawiać wrażenie krytego blachą. Wewnątrz był wybity blachą, drzwi dokładnie uszczelnione, dostęp powietrza z zewnątrz całkowicie uniemożliwiony. Samochody były pomalowane na kolor ciemnoszary.

 

Rura wydechowa przebiegała pod spodem wozu i w połowie swej długości wchodziła przez podłogę do wnętrza wozu. Wlot rury wydechowej do wnętrza wozu był zabezpieczony dziurkowaną blachą, by uniemożliwić zatkanie rury. Na podłodze samochodu ułożona była krata drewniana.

 

Silnik był prawdopodobnie marki Saurer. Przy szoferce był napis: Baujahr 1940 - Berlin. W szoferce znajdowały się maski gazowe.

 

IV

 

W lesie Rzuchowskim oddalonym o 4 km od Chełmna władze obozowe ogrodziły dwa rewiry leśne wielkości około 33 ha, zabezpieczając je posterunkami, które jednocześnie patrolowały pobliskie drogi.

 

Na ten teren przyjeżdżały z Chełmna samochody-komory gazowe ze zwłokami zagazowanych ludzi. Po otworzeniu drzwi czekano około 30 minut, zanim gaz się ulotnił, i przystępowano potem do wydobywania zwłok (pracę tę wykonywali robotnicy Żydzi, tzw. Waldkommando).

 

Zwłoki poddawano dokładnej rewizji, poszukując złota i kosztowności w naturalnych otworach ciała. Wyrywano złote zęby, ściągano obrączki i pierścionki z rąk.

 

W okresie do wiosny 1942 roku zwłoki grzebano w wielkich zbiorowych mogiłach, z których jedna jest długości 270 metrów, szerokości 8-10 metrów, głębokości koło 6 metrów.

 

Na wiosnę 1942 roku zbudowano dwa piece krematoryjne, w których od tego czasu palono wszystkie zwłoki (spalono również zwłoki uprzednio pogrzebane w zbiorowych mogiłach).

 

O piecach tych brak jest danych, gdyż śledztwo nie rozporządza świadkami, którzy w okresie czasu 1942-1943 przebywali na terenie lasu, gdzie odbywało się palenie zwłok. Świadkowie mieszkający w pobliżu lasu widzieli jednak stale dymiące dwa kominy - w miejscu odpowiadającym ogrodzonemu terenowi.

 

Piece te zostały wysadzone w powietrze przez władze obozowe 7 kwietnia 1943 roku przy pierwszej likwidacji obozu.

 

Nowe dwa piece zbudowano w 1944 roku, gdy obóz wznowił swą działalność. Świadkowie Żurawski i Srebrnik, oraz ujęty żandarm Bruno Izrael, którzy w 1944 roku widzieli nowe piece, opisują je w następujący sposób:

 

Piece te zbudowane były w ziemi, nie wystając ponad jej poziom; miały kształt stożka o podstawie prostokątnej, zwrócony wierzchołkiem ku dołowi.

 

U góry na powierzchni ziemi piec miał wymiary 6x10 metrów, głębokość jego wynosiła 4 metry. Na dole przy popielniku piec miał rozmiary 1,5x2 metry. Ruszta były zrobione z szyn kolejowych. Do popielnika prowadził kanał, który zapewniał dostęp powietrza i służył jednocześnie do usuwania popiołów i kości.

 

Ściany pieca były zrobione z cegły szamotowej i wycementowane.

 

W piecu układano warstwę drzewa szczapowego na przemian z warstwami zwłok, przy czym zwłoki nie stykały się z sobą, aby umożliwić szybsze spalanie. Pojemność pieca wynosiła do 100 zwłok. W miarę spalania zwłoki obsuwały się ku dołowi i od góry wciąż dokładano nowe.

 

Usunięte z popielnika popioły i resztę kości, po rozdrobnieniu przy pomocy tłuczków, pierwotnie zsypywano do specjalnie wykopanych rowów, później zaś od 1943 r. kości i popioły wywożono po kryjomu w nocy w wózkach do Zawadek i tam wrzucano je z mostu do rzeki.

 

V

 

Obliczenie ilości ludzi zgładzonych w Chełmnie nie mogło się oprzeć na danych ewidencyjnych obozowych, ani na dokumentach kolejowych, dotyczących transportów, gdyż władze obozowe zniszczyły wszystkie dowody, a zbiorowe bilety kolejowe zostały wywiezione.

 

Śledztwo musiało więc z konieczności ograniczyć się do danych o transportach, kierowanych do Chełmna, na podstawie zeznań świadków. Pragnąc uzyskać jak najbardziej miarodajne liczby ofiar, badano świadków w różnych punktach, przez które każdy transport kolejno przechodził (Łódź, Koło, Powiercie, Zawadki, Chełmno).

 

Wypowiedzi świadków opierają się bądź na widzianych przez nich zbiorowych biletach kolejowych (m.in. zeznanie świadka Lange, Niemki, kasjerki ze stacji Koło), bądź na własnych obserwacjach - przeliczaniu transportów, bądź wreszcie na usłyszanych od Niemców (członków Sonderkommando) wypowiedziach o liczbie ofiar w transportach.

 

Zeznania świadków w sprawie ilości Żydów w poszczególnych transportach są zgodne w tym sensie, że przeciętna ilość ludzi w transporcie oscylowała koło liczby co najmniej 1.000 osób dziennie. Były okresy w akcji niszczycielskiej, kiedy liczba ta wzrastała, na ogół jednak uznać należy, że liczba koło 1.000 osób, jako stale powtarzająca się u świadków z różnych punktów etapowych, jest najbardziej miarodajna. Przyjmując ją w śledztwie jako podstawę do obliczeń, jesteśmy do tego tym bardziej uprawnieni, że w obliczeniach ofiar nie uwzględniamy zupełnie ilości ludzi, przywożonych na zagładę autami.

 

Transporty samochodami były jednak szczególnie liczne przy likwidacji gett małych miast i miasteczek i w sumie uwzględniając ilość ludności żydowskiej na całym terenie, liczba ofiar przywiezionych samochodami do Chełmna musi być uważana za niewątpliwie pokaźną. Dokładne obliczenia natrafiają jeszcze obecnie na trudności z uwagi na konieczność odtworzenia danych o ewidencji ludności, zniszczonych przez władze okupacyjne.

 

Na kolejne pytania, ile ogółem transportów kolejowych nadeszło w ciągu całego czasu trwania obozu, do Chełmna, dane śledztwa dają następujące odpowiedzi:

 

Akcja niszczycielska w Chełmnie trwała od 8 grudnia 1941 r. do 7 kwietnia 1943 r. (w okresie od kwietnia 1943 r. do całkowitej likwidacji obozu w styczniu 1945 r. obóz był właściwie nieczynny - ogółem w ciągu tego okresu przybyło tam tylko 10 transportów ofiar, tzn. około 10.000 ludzi).

 

Uwzględniając tylko okres od 8 grudnia 1941 roku do 7 kwietnia 1943 obejmujący 480 dni, musimy odliczyć przerwę dwumiesięczną na wiosnę 1942 r., kiedy transporty były wstrzymane, oraz uwzględnić pewne przerwy w transportach, związane z nieuniknionymi przerwami natury technicznej, które nie przekraczają według danych śledztwa ogółem 70 dni. Zaznaczyć należy, że w niedzielę i święta obóz był najczęściej czynny. Podczas Zielonych Świąt np. w 1942 roku akcja niszczycielska w Chełmnie odbywała się w całej pełni. Razem więc z dwumiesięczną przerwą na wiosnę 1942 r. trzeba odliczyć od ogólnej liczby 480 dni - 130, 150 dni.

 

Liczbę 330 dni pełnego funkcjonowania obozu zagłady w Chełmnie można uznać za całkowicie zgodną z rzeczywistością.

 

W ten sposób uwzględniając liczbę 1.000 ofiar mordowanych dziennie, otrzymamy ogólną liczbę ofiar w ciągu 330 dni akcji niszczycielskiej - 330.000.

 

Do tej liczby dodać należy 10.000 Żydów straconych w 1944 r. Ogółem więc jako najmniejszą liczbę zgładzonych ofiar w Chełmnie mężczyzn, kobiet i dzieci, w rozpiętości wieku od niemowlęctwa do późnej starości, przyjąć należy 340.000 osób.

 

VI

 

Dokładnie uplanowana i szczegółowo zorganizowana akcja masowego niszczenia setek tysięcy ludzi, oparta na wprowadzaniu w błąd ofiar i połączona ze ścisłą konspiracją obozu, jest wytłumaczeniem, dlaczego personel niemiecki w Chełmnie mógł nie przekraczać 150-180 osób.

 

„Sonderkommando Kulmhof“ składało się z oddziału SS, liczącego zaledwie 20 osób, oraz podoficerów żandarmerii i policji niemieckiej w liczbie przeszło stu, którzy pełnili służbę wartowniczą i pomocniczą na terenie obozu, w lesie, w którym palono zwłoki ofiar, oraz patrolowali okoliczne drogi.

 

Na czele obozu stał Hauptsturmführer Hans Bootmann (tylko w okresie pierwszych kilku miesięcy komendantem obozu był niejaki Lange, pochodzący, jak wszyscy zresztą członkowie oddziału SS, z Niemiec). Zastępcą komendanta był pierwotnie Lange, następnie Otto Platte i Willi Piller. Kierownikiem akcji na terenie obozu był Untersturmführer Heffele. Kierownikiem prac w lesie był Wachmeister Lenz. Nadzór nad piecami krematoryjnymi sprawował Hauptscharführer Johann Runge, który kierował budową pieców, i Unterscharführer Kretschmer. Kierowcami aut-komór gazowych byli Hauptscharführer Gustaw Laps, Hauptscharführer Büstinge i Gilow.

 

Śledztwo ujawniło ponad 80 nazwisk Niemców członków Sonderkommando.

 

Członkowie Sonderkommando mieli wypłacane poza pensją tzw. Schweiggeld w sumie 13 RM dziennie. Kantyna ich była obficie zaopatrzona w artykuły żywnościowe i alkohol.

 

Śledztwo ujawniło, iż Gauleiter Warthegau Greiser podczas jednej z wizytacji obozu w Chełmnie na początku marca 1943 r., na bankiecie specjalnie urządzonym dla członków Sonderkommando, wręczył każdemu z nich 500 RM nagrody i zaprosił ich na okres urlopu do swej posiadłości.

 

Zaznaczyć należy, że kiedy w styczniu 1945 roku w związku z ofensywą sowiecką przygotowywano się do ostatecznej likwidacji obozu, to czekano do ostatniej chwili na rozkaz ewakuacji od Greisera (zeznanie świadka Israela Bruno, aresztowanego żandarma z Chełmna).

 

W obozie w Chełmnie był na inspekcji Himmler.

 

Stałymi wizytatorami obozu byli szef Gestapo w Łodzi dr Bradfisch i kierownik Ghettoverwaltung w Łodzi Hans Bibow.

 

Stwierdzono, iż Greiser oraz wyżsi urzędnicy administracji niemieckiej, którzy mieli kontakt z obozem, otrzymywali z obozu cenne przedmioty po zamordowanych tam Żydach. (W stosunku do żandarmerii i policjantów stosowano bardzo surowe sankcje w razie ujawnienia przywłaszczenia rzeczy po ofiarach).

 

Poza Sonderkommando zatrudnieni byli w obozie przy rewidowaniu i paleniu zwłok robotnicy żydowscy w liczbie przeciętnie koło 70 osób, oraz ośmiu robotników polskich, więźniów z obozów koncentracyjnych.

 

Robotnicy pracowali w dwu grupach: tzw. Hauskommando, zatrudnieni na terenie obozu, oraz tzw. Waldkommando, pracujący w lesie.

 

Regułą było, że po kilku tygodniach pracy robotnicy żydowscy byli zabijani, a na ich miejsce brano nowych robotników z nadchodzących transportów. Robotnicy pracowali w kajdanach na nogach uniemożliwiających im szybkie poruszanie się.

 

Obsługa popielnika w lesie, która miała za zadanie usuwanie popiołu, pozostawała przy życiu z reguły tylko zaledwie kilka dni.

 

Stosunek członków Sonderkommando do robotników Żydów cechowało okrucieństwo. SS-owcy urządzali sobie z nich żywe cele, strzelając do ludzi jak do zajęcy.

 

Zaznaczyć jeszcze należy, iż chociaż podczas przyjazdu transportu zachowywano celowo zawsze pozory zwykłego trybu postępowania z ludźmi, przeznaczonymi do prac, to jednak członkowie Sonderkommando często zabijali niemowlęta i małe dzieci oraz starców, mimo iż wiedzieli o tym, że ofiary te w ciągu najbliższych godzin miały i tak zginąć na skutek zagazowania.

 

VII

 

Dodatkowym, bynajmniej niemało istotnym czynnikiem w akcji niszczycielskiej władz hitlerowskich w stosunku do Żydów był moment natury gospodarczej. Wartość rzeczy stanowiących własność 340.000 ludzi musiała stanowić wielką sumę.

 

Żydom odbierano większość rzeczy już przy ewakuacji z gett, resztę, w tym wiele kosztowności i złota, zabierano w samym obozie.

 

Zabrane rzeczy wysyłano do różnych punktów zbornych (najczęściej do Łodzi), gdzie gromadzono rzeczy celem segregacji i ostatecznej rewizji przed wysłaniem ich do Rzeszy. Stwierdzono np., że w dniu 9.XI.1944 r. wysłano z Chełmna do Ghettoverwaltung w Łodzi 775 zegarków ręcznych i 550 kieszonkowych.

 

Śledztwo ustaliło, iż odzież ofiar sprzedawana była m. in. instytucjom zajmującym się akcją pomocy zimowej (Winterhilfe). W aktach sprawy znajduje się list do Zarządu Getta w Łodzi, wysłany przez „Winterhilfswerk des Deutschen Volkes“ Der Gaubeauftragte, z Poznania w dniu 9.I.1943 r. treści następującej:

 

„Dotyczy: dostawy towarów włókienniczych dla NSV przez zarząd Getto. - Powołuję się na rozmowy mego głównego miejscowego kierownika Kichhorna i miejscowego kierownika Koalicka z Panem - ubrania, suknie i bielizna miały być dostarczone w stanie oczyszczonym. Dostarczone 1.500 ubrań nie odpowiada w żadnym razie swego czasu oglądanym tekstyliom, które w Chełmnie (in Kulmhof) pozostawały do dalszej dyspozycji Zarządu Getta. Pańska dostawa zawiera zestawione ubrania, a nie komplety. Duża część odzieży jest mocno zaplamiona i częściowo nasiąknięta brudem i plamami krwi. (Ein grosser Teil der Bekleidungsstücke ist stark befleckt und teilweise auch mit Schmutz und Blutflecken durchsetzt). W jednej przesyłce skierowanej do Poznania składającej się z 200 marynarek, na 51-ej gwiazdy nie były usunięte! Wobec tego, że w obozach okręgu znajduje się większość robotników polskich, powstaje groźba, że przesiedleńcy, którzy mają być obdarzeni, (Rückwanderer) będą powiadomieni o pochodzeniu odzieży i WHW zostanie zdyskredytowana (und das WHW somit in Misskredit kommt)“.

 

Z powyższego wynika, iż instytucje filantropijne niemieckie wiedziały, że przysyłana z Polski odzież należała do wymordowanych Żydów.

 

VIII

 

Końcowy okres funkcjonowania obozu w Chełmnie w 1944 r. różni się tym od lat 1941-43, iż ofiary dowożono kolejką wąskotorową z Koła wprost do Chełmna, gdzie urządzano nocleg w kościele, a na drugi dzień przewożono ofiary wprost do lasu Rzuchowskiego.

 

W lesie tym były ustawione (w odległości zaledwie 150 metrów od pieców krematoryjnych) dwa baraki. Jeden z nich przeznaczony był, podobnie jak dawniej pałacyk w obozie w Chełmnie, na szatnię przed udaniem się do rzekomej łaźni, drugi był magazynem ubrań i bagaży ofiar.

 

Procedura zbrodni była zupełnie analogiczna, jak dawniej: ofiary rozebrane do naga wchodziły do samochodu-komory gazowej, który miał ich zawieźć jakoby do łaźni. Po zagazowaniu samochody odjeżdżały na sąsiednią polanę, gdzie były piece krematoryjne, i tu zwłoki palono.

 

Według zeznania świ/ptext-align: justify;adka Pe/pham, żony żandarma z obozu w Chełmnie - w 1944 roku miały być kierowane do Chełmna transporty Żydów węgierskich. Transporty te skierowano jednak nie do Chełmna, lecz do Oświęcimia.

 

Na jesieni 1944 roku obóz w lesie zlikwidowano, wysadzono w powietrze piece krematoryjne, rozebrano baraki i dokładnie zatarto niemal wszystkie ślady zbrodniczej akcji.

 

Specjalnie przybyła komisja z Berlina kontrolowała na miejscu zatarcie śladów zbrodni.

 

Do ostatniej jednak chwili, do 17 stycznia 1945 roku pozostało na miejscu Sonderkommando oraz grupa 47 robotników żydowskich.

 

W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku Sonderkommando zaczęło rozstrzeliwać tych ostatnich pozostałych przy życiu Żydów. Kiedy po egzekucji kilkunastu więźniów reszta zaczęła się bronić - przy czym zabito dwóch żandarmów - Sonderkommando podpaliło budynek, w którym znajdowali się broniący się Żydzi.

 

Uratowały się jedynie dwie osoby (świadek Żurawski i świadek Srebrnik).

 

ŹRÓDŁO: Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce; Poznań 1946 r.; str. 147 - 161


Copyright © 2010 Świętokrzyskie Sztetl. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja: InicjatywaLokalna.pl & Maximum Interactive
Wizyt:

… dla rozwoju Województwa Świętokrzyskiego…