Od pogromu do Syjonu
Masakra w Kielcach, która okazała się także kompromitacją polskiego katolicyzmu, przyspieszyła masową ucieczkę Żydów z Polski. Napędzał ją strach. A także beznadzieja i... ideologia.
Syjon (z hebrajskiego „wysoki”) w swej zawiłej terminologii oznacza jerozolimskie wzgórze, na którym w przeszłości znajdowała się świątynia króla Salomona - święte miejsce judaizmu, gdzie według przekazu przechowywano biblijną Arkę Przymierza. Z czasem Żydzi zaczęli określać tym terminem tzw. ziemię obiecaną, na której Bóg zamieszka wraz ze swoim ludem. Czyli - upraszczając - była to idea stworzenia państwa żydowskiego w Palestynie.
Przez lata ten nurt miał raczej mistyczny i sentymentalny charakter. Jednak w drugiej połowie XIX wieku na skutek żydowskich pogromów w cesarstwie Rosyjskim i Rumuni, które zapoczątkowały tzw. pierwszą aliję, czyli falę emigracji żydowskiej do Palestyny, temu zagadnieniu nadano bardziej rzeczywisty charakter. Za współczesnego ojca syjonizmu uważa się pochodzącego z Budapesztu niemieckojęzycznego publicystę Theodora Herzla. Wysunął on pogląd, że jedynym rozwiązaniem rosnącego antysemityzmu w Europie będzie utworzenie żydowskiego państwa. Program ten spotkał się z krytyką ortodoksyjnych Żydów, którzy twierdzili, że ziemię obiecaną może dać im tylko Bóg. Jednak niezrażony Herzl zainteresował swym poglądem wiele znaczących osobistości ówczesnego świata, nie tylko Żydów. A efektem jego starań było powołanie w 1897 roku w Bazylei Światowego Kongresu Syjonistycznego, gdzie zapadła decyzja o przyszłym utworzeniu państwa żydowskiego w Palestynie. W tym celu utworzono specjalny fundusz gromadzący środki na wykup ziemi od Arabów.
Wróćmy jednak do naszego kraju, który po drugiej wojnie światowej znów stawał się największym skupiskiem Żydów w Europie. Jednak piekło Holokaustu, które uczyniło nasze ziemie największym żydowskim kirkutem (cmentarz) na świecie, a także powojenne pogromy na ocalałych Żydach tylko wzmocniły ideę syjonizmu. Największy po wojnie pogrom żydowski w Europie, jaki miał miejsce w lipcu 1946 roku w Kielcach, tylko uświadomił wielu Żydom, że w Polsce nadal nie mogą czuć się bezpiecznie. Odsuwając na bok wszelkie polityczne aspekty tego tragicznego wydarzenia, główna jego przyczyna narodziła się z wielkiej nienawiści, zakorzenionej od lat w sercach i umysłach wielu Polaków, a dodatkowo podsycanej przez Kościół katolicki, który był propagatorem bredni o wykorzystywaniu przez Żydów krwi chrześcijańskich dzieci w celach rytualnych. Nie bez kozery naczelny rabin wojska polskiego pułkownik Dawid Kahane na pogrzebie ofiar pogromu wołał: „Kapłani ludu polskiego! (...) Czy możecie z czystym sumieniem po odejściu stąd mówić: Nasze ręce nie przelały tej niewinnej krwi, nasze oczy tego nie widziały. Przykazanie »nie zabijaj« nie dotyczyło Żydów?”.

Brytyjski ambasador w Polsce Cavendish Bentinck ze zdumieniem przytoczył relację z rozmowy z katowickim biskupem Juliuszem Bieńkiem, który go podobno przekonywał, że zaginiony chwilowo w Kielcach Henio Błaszczyk był maltretowany przez Żydów. Jeśli biskup wierzył w takie rzeczy, to co dopiero myśleć o prostych ludziach? Nie mniej haniebna była też wypowiedź biskupa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego. W odpowiedzi na prośbę Centralnego Komitetu Żydowskiego, którego delegacja wręcz błagała hierarchę, aby wydał publiczne stanowisko piętnujące antysemityzm i dementujące pogłoski o mordach rytualnych, przyszły prymas Polski stwierdził, że materiał dowodowy zebrany podczas procesu Bejlisa (Żyd sądzony w carskiej Rosji o mord rytualny i uniewinniony) nie pozwala jednoznacznie rozstrzygnąć kwestii, czy Żydzi używają krwi chrześcijańskiej do produkcji macy, czy też nie używają (sic!).
Jedynie biskup częstochowski Teodor Kubina zdobył się w tej kwestii na odważne stanowisko: „Nic, absolutnie nic, nie usprawiedliwia zasługującej na gniew Boga i ludzi zbrodni kieleckiej, której tła i przyczyny poszukiwać należy w zbrodniczym fanatyzmie i nieusprawiedliwionej ciemnocie (...). Wszelkie twierdzenia o istnieniu mordów rytualnych są kłamstwem. Nikt ze społeczności chrześcijańskiej, ani w Kielcach, ani gdzie indziej w Polsce nie został skrzywdzony przez Żydów dla celów religijnych i rytualnych. Nie jest nam znany ani jeden wypadek porwania dziecka chrześcijańskiego przez Żydów”. Słowa te były o tyle cenne, że w samej Częstochowie również nasilały się nastroje antyżydowskie spowodowane przypadkowym utonięciem młodej dziewczyny. Winę za to próbowano przypisać miejscowym Żydom. Jednak po wystąpieniu bp. Kubiny, który ponadto podczas mszy na Jasnej Górze wręcz błagał wiernych, by nikogo nie skrzywdzili, w mieście zapanował spokój. Niestety, głos tego purpurata był w polskim Kościele odosobniony. Episkopat zganił Kubinę, a prymas August Hlond w ogóle zabronił biskupom zajmowania indywidualnych stanowisk wobec tych wydarzeń. Kościół wolał utożsamić się z raportem biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, w którym padły oskarżenia przeciw Żydom o współtworzenie systemu komunistycznego w Polsce. Pojawiła się też próba usprawiedliwienia sprawców kieleckiego mordu, przedstawiająca ich jako „ludność spokojną, bądź co bądź katolicką”, która miała prawo podejrzewać Żydów o rytualne zbrodnie. Raport wieńczyło stwierdzenie, że „niechęć do Żydów jest uzasadniona”, zaś „Polacy i katolicy mają do Żydów słuszną urazę”.
Tymczasem międzynarodowy rozgłos, jaki przybrała ta sprawa, skłonił polski Episkopat do nadania temu wydarzeniu znamion wymierzonej w rząd politycznej prowokacji. August Hlond w oficjalnym piśmie wyjaśniał: „Kielce byty pierwszym miejscem, ujętym w zakrojonym na szeroką skalę planie pogromów, który został uzgodniony między rządem rosyjskim, polskimi władzami komunistycznymi i kilkoma żydowskimi organizacjami międzynarodowymi. Po Kielcach podobne wydarzenia miały nastąpić w Kaliszu, Częstochowie, Krakowie i innych miejscach. Pogromy te zaplanowano jako wydarzenia niewielkich rozmiarów, które następnie miały być wykorzystane i wyolbrzymione przez propagandę rosyjską i żydowską i miały stanowić dowód, że Żydzi nie mogą już dłużej pozostać w krajach Europy Wschodniej i wobec tego Anglosasi będą musieli otworzyć im drogę do Palestyny i Stanów Zjednoczonych, gdzie Żydzi, zwłaszcza ci pochodzący z Rosji, mieli następnie szerzyć komunistyczną zarazę”.

Dorabianie rzekomej prowokacji jako decydującego czynnika pogromów jest jednak trudne do obrony. Linczu w Kielcach nie dokonała przecież grupka zmanipulowanych ludzi, lecz kilkutysięczny tłum, który opanował całe miasto. Wystarczyła tylko zmyślona pogłoska o mordzie rytualnym, by zwyciężyła ciemnota, siła przesądu i zakorzenione fobie. Główną reakcją Żydów na tę sytuację była ich wzmożona emigracja, przede wszystkim do obozów rotacyjnych w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec, a stamtąd już do różnych zakątków świata. Od lipca 1946 roku w ciągu kilku miesięcy z przeszło 200-tysięcznej diaspory Polskę opuściło około 90 tysięcy Żydów.
Oczywiście pieczę nad tą falą emigracji chciały przejąć organizacje syjonistyczne, takie jak Ichud czy Liga Pracujących Palestyny, które za wszelką cenę starały się, aby jak najwięcej uchodźców trafiło na Bliski Wschód. Głównym koordynatorem działań była założona w 1944 roku w Lublinie syjonistyczna organizacja Bircha (ucieczka), wysyłająca Żydów do Palestyny, głównie przez włoski port w Trieście. O ile samo wydostanie się z Polski nie nastręczało wielu trudności, o tyle dostanie się do brytyjskiej wówczas Palestyny, strzeżonej przez okręty Królewskiej Marynarki Wojennej, było nie lada wyzwaniem.
Żydzi, powołując się na deklarację lorda Arthura Balfourda, ministra spraw zagranicznych Zjednoczonego Królestwa, która zakładała pomoc angielskich władz w utworzeniu w Palestynie tzw. żydowskiej siedziby narodowej, domagali się wpuszczenia do portów. Jednak w praktyce bywało z tym różnie - nieraz u wybrzeży przyszłego państwa Izrael dochodziło do ostrzeliwań żydowskich statków z uchodźcami i odholowywania ich do portów na Cyprze. Brytyjczycy zarzucali Żydom, że przewożą nielegalnie broń dla Hagany (Obrona), czyli paramilitarnej organizacji utworzonej w Palestynie przez żydowskich osadników i stanowiącej w przyszłości trzon izraelskiej armii. Głośnym echem w świecie odbił się dramatyczny rejs statku „Exodus” z 4,5 tysiąca żydowskich uchodźców na pokładzie. Tuż przy wejściu do portu w Hajfie został on zmuszony przez brytyjskie okręty wojenne do zawrócenia do Europy, a gdy przez Marsylię dotarł do Hamburga, policja siłą zmusiła Żydów do opuszczenia okrętu i umieściła ich w obozach przejściowych. Według wielu źródeł casus statku „Exodus” i związana z tym bezsilność żydowskich środowisk zadecydowały o utworzeniu kilka miesięcy później niepodległego państwa Izrael.
Polskie władze dawały ciche przyzwolenie na tę emigrację, a w Bolkowie na Dolnym Śląsku powstał nawet szkoleniowy obóz wojskowy dla przyszłej izraelskiej armii. Ćwiczeniem rekrutów zajmowali się wysłannicy Hagany. Wspomagali ich również polscy i rosyjscy dowódcy, a ćwiczenia odbywały się w poniemieckiej strzelnicy na pobliskiej Górze Ryszarda.
Tymczasem 29 października 1947 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję w sprawie zakończenia brytyjskiego mandatu w Palestynie i podziału spornego terytorium na dwa państwa: żydowskie i arabskie, zaś główne miasto regionu, Jerozolima, miało otrzymać status międzynarodowego obszaru pod auspicjami ONZ. 14 maja 1948 roku (dzień przed oficjalnym wycofaniem się Brytyjczyków) pochodzący z Płońska Dawid Ben Gurion ogłosił powstanie niepodległego państwa Izrael. To nowe państwo było niewątpliwym sukcesem całego ruchu syjonistycznego i zapoczątkowało nowy rozdział w historii Żydów. Inne oblicze przybrała też emigracja, gdyż Żydzi mieli wreszcie świadomość, że wyjeżdżają do swojej ojczyny, tej mitycznej ziemi obiecanej, która miała im zapewnić spokojne życie i bezpieczeństwo.
PAWEŁ PETRYKA