Druga ojczyzna?
Powstanie państwa Izrael dla wielu polskich Żydów stało się dodatkową pokusą do wyjazdu. Bo nagle pojawiła się jakby druga ojczyzna, w której nie byliby już dyskryminowani.
W maju 1948 roku zakończyło się przeszło dwudziestoletnie brytyjskie zwierzchnictwo nad Palestyną i wtedy - zgodnie z decyzją ONZ - wydzielono na tym terenie dwa oddzielne państwa: żydowskie i arabskie. Po wyniszczającej dla Imperium Brytyjskiego drugiej wojnie światowej Londyn zaczął stopniowo odchodzić od polityki kolonialnej. Jedną z pierwszych tego typu decyzji było oddanie w kwietniu 1947 roku władzy nad Palestyną w gestię ONZ. Parę miesięcy później Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w wyniku głosowania postanowiło utworzyć dwa państwa: arabskie i żydowskie. Co ciekawe - w trosce o interesy swoich koncernów paliwowych przeciwni powstaniu Izraela byli Anglicy i Amerykanie, natomiast orędownikiem powstania tego kraju był... Józef Stalin. Ponieważ widział on w nowym państwie potencjalną ostoję socjalizmu na Bliskim Wschodzie, za jego namową także cały blok wschodni głosował po myśli Żydów. Później, już podczas wojny z Arabami, niezwykle cenne dla Żydów okazały się dostawy broni z Czechosłowacji.
Tereny przyznane Izraelowi obejmowały ponad 14 tys. km2 i stanowiły 56 proc. spornego terytorium Palestyny, a zamieszkiwało je pół miliona Żydów oraz 400 tysięcy Arabów. Jednak większą część tego obszaru stanowiła pustynia Negew. Równie ważną kwestią była polityczna przynależność Jerozolimy, najważniejszego miasta regionu. Ostatecznie miała ona pozostać pod auspicjami ONZ ze statusem corpus separatum (oddzielone ciało). Po 10 latach o losach tego miasta, jednakowo ważnego dla Arabów i Żydów, zdecydować miało referendum jej mieszkańców, ale w wyniku kolejnych wojen nigdy do niego nie doszło.
Żydzi, choć nie kryli rozczarowania z werdyktu ONZ, zaakceptowali taki stan rzeczy, określając swój stan posiadania jako „niezbędne minimum”, i szykowali się do objęcia administracji nad przyznanymi im obszarami. Gorzej było ze stroną arabską, która zdecydowanie odrzucała oenzetowską rezolucję, zarzucając jej niesprawiedliwy podział Palestyny.
Tymczasem 14 maja 1948 roku w Tel Awiwie (Wiosenne Wzgórze) pochodzący z Polski pierwszy izraelski premier Dawid Ben Gurion (właściwie - Dawid Grün) ogłosił powstanie państwa Izrael. Przewodniczącym Tymczasowej Rady Państwa (odpowiednik prezydenta) został pochodzący z Polesia Chaim Weizmann, a z innych sygnatariuszy deklaracji niepodległościowej warto wspomnieć o wieloletnim parlamentarzyście II RP Izaaku Grünbaumie.

Jednak już następnego dnia nieopierzone jeszcze państwo zostało zaatakowane przez koalicję państw arabskich, co zapoczątkowało kolejny bliskowschodni konflikt nazwany przez Żydów wojną o niepodległość. Nowo powstałe państwo spod znaku gwiazdy Dawida nie posiadało jeszcze regularnych sił zbrojnych, a już zostało poddane najwyższej próbie. W związku z zaistniałą agresją premier Ben Gurion specjalnym dekretem połączył wszystkie żydowskie organizacje paramilitarne w oficjalną izraelską armię, która powołała pod broń wszystkich ludzi (również kobiety) w wieku 15-40 lat. Jednak niektóre formacje zbrojne, zwłaszcza ta najbardziej radykalna, czyli Irgun Cwai Leumi (Narodowa Organizacja Zbrojna), nie chciały się podporządkować rządowi w Tel Awiwie. Ben Gurion w celu spacyfikowania niesfornych bojowników zdecydował się użyć wojska, a nawet wydał rozkaz zatopienia u wybrzeży Tel Awiwu okrętu desantowego „Altalena”, który wiózł francuską broń dla tej separatystycznej organizacji. Jej przywódcą był Menachem Begin (Mieczysław Biegun) - pochodzący z Brześcia nad Bugiem kapral z armii generała Władysława Andersa i późniejszy premier izraelski.
Wojna o niepodległość była do tej pory najkrwawszym konfliktem izraelsko-arabskim - zginęło wtedy ponad 6 tysięcy Żydów i relatywnie 10-15 tysięcy ludności arabskiej, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi zostało rannych. Inną smutną konsekwencją było zmuszenie do emigracji 750 tysięcy Palestyńczyków i około 100 tys. Żydów. Początkowo wszystko wskazywało na to, że Izrael nie przetrwa inwazji arabskiej. Wojna toczyła się na trzech frontach: północnym, gdzie nacierały wojska libańskie i syryjskie; centralnym, gdzie Żydzi walczyli z Jordanią oraz Legionem Arabskim złożonym z Palestyńczyków, oraz południowym, gdzie opierano się Egiptowi i Arabii Saudyjskiej.
Dodatkowo trwała zażarta walka w powietrzu, a ona mogła zmienić skalę konfliktu. Otóż 7 stycznia 1949 roku w rejonie Rafah izraelskie myśliwce omyłkowo zestrzeliły pięć brytyjskich spitfire’ów, które wykonywały loty zwiadowcze. Żydzi tłumaczyli się, że pomylili je z egipskimi samolotami, jednak Londyn zarządził przegrupowanie swoich oddziałów w rejonie Kanału Sueskiego i wraz z państwami arabskimi planował zająć obszar pustyni Akaba aż od Morza Martwego. Brytyjską inwazję powstrzymał amerykański prezydent Harry Truman, który obawiał się konsekwencji i zażądał od brytyjskiego premiera Clementa Attlee wycofania się z tego konfliktu. Anglicy się ugięli, a w międzynarodowej polityce odczytano to jako utratę przez Londyn pozycji światowego mocarstwa. Ostatecznie wojna zakończyła się militarnym zwycięstwem Izraela. Zawarte na greckiej wyspie Rodos porozumienia o zawieszeniu broni wyznaczyło przebieg nowej granicy Izraela. Obejmowała ona około 78 proc. terytorium Palestyny, jednak kolejny konflikt był tylko kwestią czasu.

Warto podkreślić niebagatelny wpływ polskich Żydów na powstanie Izraela - stanowili oni około 40 proc. społeczeństwa kraju. Dziś Żydzi nazywają ich srebrnym pokoleniem, bo przekazali Izrael potomnym na „srebrnej tacy”. Były izraelski ambasador w Polsce profesor Szewach Weiss pisał o tym w swoich wspomnieniach: „W 120-osobowym Knesecie (izraelski parlament) nigdy żadna partia nie miała większości. Jedynym wyjątkiem był pierwszy izraelski parlament, w którym większość stanowili Żydzi mówiący po polsku. Nie inaczej wyglądała sytuacja w rządzie, w którym premier Dawid Ben Gurion i niemal połowa ministrów również urodziła się w tym kraju. Dlatego wiele kuluarowych rozmów, a także sporów odbywało się w języku polskim. Swojego czasu pojawiła się też plotka, jakoby język polski miał być jednym z pomocniczych języków urzędowych Izraela, ale nie znalazła ona potwierdzenia w dokumentach”.
Kolejni izraelscy premierzy też mieli polskie korzenie, jak chociażby wspomniany Menachem Begin czy urodzony w Różanie na Podlasiu Icchak Szamir (Icchak Jaziernicki). Z tej samej okolicy (wtedy była tam II RP) pochodzi również dwukrotny izraelski premier, a obecnie prezydent tego kraju i laureat Pokojowej Nagrody Nobla - Szymon Peres (Perski). Także niezwykle istotny dla żydowskiego świata urząd głównego rabina sprawowali ludzie powiązani z Polską. Naczelnymi rabinami Izraela byli: Isaak Herzog, który urodził się w Łomży (jego syn Chaim Herzog został później prezydentem Izraela), urodzony w Zambrowie Szlomo Goren i pochodzący z Piotrkowa Meir Israel Lau.
Nie inaczej było również ze światem nauki. Polscy lekarze Józef Chazanowicz oraz Samuel Goldflam (odkrywca choroby nazwanej później jego nazwiskiem) swój ogromy księgozbiór oraz dzieła sztuki przekazali na rzecz rozwoju nauki w Izraelu, co dało podwaliny pod utworzenie Narodowej Uniwersyteckiej Biblioteki w Jerozolimie. Księgozbiór wchodzi obecnie w skład najważniejszej żydowskiej instytucji naukowej, Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, którego wielu profesorów również pochodziło z naszego kraju, między innymi: wybitny socjolog prof. Szmuel Noah Ajzenstadt, prof. Natan Rotensztajn i badacz antyku prof. Prawer.
W samej Polsce wiadomość o powstaniu Izraela miejscowi Żydzi powitali z nieskrywaną radością. W całym kraju odbywały się uroczyste akademie i wiece. Związek Literatów i Dziennikarzy Żydowskich zorganizował specjalną uroczystość pod hasłem: „Pisarz żydowski państwu żydowskiemu Izrael”. Swoje utwory poświęcone nowemu państwu prezentowali najznamienitsi przedstawiciele literaccy języka jidysz: Efraim Kaganowski, Awrom Zak i Izrael Aszendorf. Skierowano też specjalne orędzie ze słowami poparcia do pisarzy w Izraelu. Centralny Komitet Żydów w Polsce proklamował akcję pomocy dla Hagany (Gijus Chuc Laerec - mobilizacja poza granicami Izraela). Podczas akcji zebrano 113 milionów ówczesnych złotych, które przeznaczono na pomoc dla armii izraelskiej.
Jedynymi przedstawicielami żydowskiej społeczności niechętnymi powstaniu państwa Izrael byli żydowscy komuniści, gdyż z jednej strony był to sukces syjonistów, a poza tym tak wyśmiewana przez nich „palestyńska utopia” stała się faktem, co pociągnęło za sobą zwiększoną emigrację. Upadła więc forsowana przez Bund i Frakcję Żydowską PPR idea budowy żydowskiej siedziby w Polsce przy pełnej asymilacji z polskim społeczeństwem. W związku z tą sytuacją bundowiec Marek Edelman - dla którego jedyną ojczyzną zawsze była Polska - ostrzegał: „Jak wszyscy wyjadą, to nie będzie miał kto stać na straży grobów”...
PAWEŁ PETRYKA