Afera karmelitańska
Teren byłego obozu zagłady w Oświęcimiu jest miejscem wyjątkowym, szczególnie dla społeczności żydowskiej, która poniosła tam największą ofiarę. Dlatego też dla Żydów na całym świecie wszystko, co ma związek z tym tragicznym miejscem, nie pozostaje im obojętne. Zwłaszcza ingerencje ze strony innych religii.
W Polsce po 1968 roku świat żydowski niemal zanikł. Z kilkumilionowej przed laty diaspory zostało raptem około 10 tysięcy ludzi. W większości były to osoby starsze, które u kresu życia już nie chciały szukać lepszego losu na obczyźnie. Z drugiej strony, polityka narodowościowa ówczesnych władz - poprzez zmniejszenie dotacji i większą kontrolę MSW - znacznie ograniczyła aktywność polityczno-społeczną mniejszości narodowych (w tym oczywiście żydowskiej).
Nieoczekiwanie wsparcie przyszło ze strony stowarzyszeń katolików świeckich, głównie środowiska „Tygodnika Powszechnego”, a także miesięczników „Znak” i „Więź”. Gazety publikowały na swoich łamach postanowienie drugiego Soboru Watykańskiego dotyczące kwestii Żydów, a także przybliżały historię i kulturę tego narodu. W ten nurt włączył się również warszawski Klub Inteligencji Katolickiej. Zaczęto organizować doroczne Tygodnie Kultury Żydowskiej połączone ze sprzątaniem żydowskiego cmentarza przy ulicy Okopowej. Organizowano spotkania z nielicznymi pozostałymi żydowskimi autorytetami, na przykład historykiem i pedagogiem Szymonem Danterem, pisarzem Julianem Stryjkowskim, poetami: Anną Kamieńską i Jerzym Ficowskim czy człowiekiem legendą Markiem Edelmanem.
Niestety, ta inicjatywa nie cieszyła się uznaniem Kościoła instytucjonalnego, na czele którego stał znany z nieprzychylnego stanowiska wobec Żydów prymas Stefan Wyszyński. Pewne ocieplenie stosunków na tej niwie nastąpiło dopiero po jego śmierci, kiedy stery w polskim Kościele objął mniej radykalny prymas Józef Glemp. Znaczącym gestem z jego strony było odprawienie uroczystej mszy świętej z okazji 40 rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim w kościele św. Augustyna na terenie byłego getta. Podobnie było w Krakowie, gdzie z tej okazji doszło do spotkania w bazylice Mariackiej kardynała Franciszka Macharskiego z przedstawicielami miejscowej gminy żydowskiej, z przewodniczącym Czesławem Jakubowiczem na czele.
Wkrótce jednak środowiska żydowskie weszły w konflikt z Kościołem katolickim. Z początkiem 1983 roku siostry karmelitanki z Poznania zwróciły się z prośbą do Urzędu do Spraw Wyznań o możliwość założenia klasztoru na terenie byłego obozu zagłady w Oświęcimiu. Prowokacyjny pomysł zakonnic, zważywszy na szczególny charakter tego miejsca, powinien wylądować w ministerialnym koszu. Jednak ekipa generała Wojciecha Jaruzelskiego, mająca wtedy na głowie niedawny stan wojenny, kryzys gospodarczy i odradzającą się opozycję, właśnie w Kościele katolickim widziała sojusznika na trudne czasy. Środowisko kościelne za udzielenie cichego poparcia władzy cieszyło się koneksjami ekonomicznymi - budownictwo sakralne ruszyło wtedy na niespotykaną dotychczas skalę. Dlatego i pomysł karmelitanek doczekał się akceptacji. Zakonnice na swoją siedzibę otrzymały od władz budynek starego teatru na terenie obozu. Obiekt ten, wybudowany przez Austriaków, jak i pozostały kompleks wojskowy, przeznaczony później przez Niemców na obóz koncentracyjny, miał pierwotnie służyć jako teatr wojskowy, ale nigdy tej funkcji nie pełnił. W czasie wojny Niemcy utworzyli tam magazyn, w którym przechowywali puszki z cyklonem B.
Klasztor zaczął funkcjonować z końcem 1985 roku, czyli posiłkując się terminologią kościelną, został 30 grudnia 1985 r. erygowany kanonicznie. Zaraz też została ogłoszona międzynarodowa zbiórka funduszy na remont klasztornego budynku pod wzniosłym hasłem: „Klasztor w Oświęcimiu w darze dla papieża”, dzięki czemu sprawa nabrała międzynarodowego rozgłosu. Nie trzeba było być zbyt lotnym w ocenie sytuacji, by odczytać to jako próbę zawłaszczania obozu przez Kościół katolicki. Tak też w większości oceniły tę inicjatywę społeczeństwa zachodnie.
Oczywiście pierwsze zaprotestowały środowiska żydowskie. Proponowały, skądinąd słusznie, aby zważywszy na ciężar gatunkowy tego miejsca oraz fakt, że ginęli tam przedstawiciele chyba większości wyznań na świecie, uczynić to miejsce wolnym od jakiejkolwiek symboliki religijnej. W kwestii oceny symboliki obozu w Auschwitz-Birkenau nastąpiło bowiem pewne zderzenie kulturowe. Jeśli bowiem dla społeczeństwa powiedzmy chrześcijańskiego miejsce to jest synonimem męczeństwa i wielkim martyrologicznym pomnikiem muzealnym, to dla Żydów ma aspekt bardziej duchowy. Dla nich jest to miejsce przeklęte, miejsce „milczenia Boga” w czasie, gdy mordowano Żydów. Na miejscu tym - ich zdaniem - powinno panować milczenie i nie wolno - tak jak na wszystkich cmentarzach żydowskich - stawiać żadnych świątyń czy budynków służących stałemu kultowi. Trafnie to zagadnienie odzwierciedlił katolicki dziennikarz Jerzy Turowicz: „W środku chrześcijańskiej ponoć Europy wymordowano 6 milionów Żydów. Zginęli w opuszczeniu i pośród obojętności świata, przy milczeniu Kościołów, milczeniu chrześcijan - poza wyjątkami. Świadomość wyzwania, którego milczącym świadkiem jest Oświęcim, musi wywoływać naszą szczególną wrażliwość na obawy i niepokoje Żydów”.

Przeciw lokalizacji klasztoru pojawił się jeszcze jeden argument. Mianowicie w roku 1978 na wniosek władz polskich cały kompleks obozowy w Oświęcimiu został przez UNESCO umieszczony na liście Światowego Dziedzictwa Kultury, co oznaczało, że na obszarze obozu nie wolno dokonywać żadnych zmian. W tej sytuacji przekazanie poteatralnego budynku na klasztor stanowiło naruszenie konwencji UNESCO. W tej sprawie międzynarodowa organizacja wiele razy interweniowała u polskich władz. O ile w polskim społeczeństwie żydowskie protesty zostały odebrane jako bezczelne mieszanie się "żydostwa" w wewnętrzne sprawy Polski, o tyle światowa opinia publiczna oceniała to zgoła odmiennie. Dlatego by ratować dobre imię Kościoła katolickiego - z Janem Pawłem II, który zachowywał bierność w tej sprawie, na czele - arcybiskup Brukseli kardynał Godfried Danneels, arcybiskup Lyonu kard. Albert Decourtray oraz metropolita paryski kard. Jean Maria Lustiger zwrócili się do środowisk żydowskich o podjęcie dialogu w celu rozwiązania konfliktu. Do spotkania obu stron doszło w 1986 roku w szwajcarskiej Genewie. Stronę kościelną oprócz wspomnianych kardynałów reprezentowali jeszcze kard. Macharski (ordynariusz archidiecezji, na terenie której znajdował się Oświęcim) oraz - co warte podkreślenia - Jerzy Turowicz, który jako jeden z niewielu katolików i Polaków zaprotestował przeciwko obecności karmelitanek na terenie obozu w Oświęcimiu. W skład delegacji żydowskiej wchodzili czołowi przedstawiciele świeckich i religijnych organizacji żydowskich zachodniej Europy. Po żmudnych rozmowach, 22 lutego 1987 roku, wypracowano wspólne stanowisko, które nazwano deklaracją genewską. Zgodnie z ustaleniami strona kościelna zobowiązała się wybudować w ciągu dwóch lat poza obszarem obozu ośrodek informacji, wychowania, spotkań i modlitwy, gdzie miały przenieść się karmelitanki. Hierarchowie przyrzekli również, że „nie będzie stałego miejsca kultu katolickiego na terenach obozów Auschwitz i Birkenau”.
Porozumienie genewskie wywołało oczywiście negatywne reakcje w polskiej społeczności katolickiej, a zwłaszcza samych karmelitanek, które ani myślały opuścić stary teatr. Polski Kościół też nie zamierzał się wywiązać ze swojego zobowiązania. Ponadto 26 lipca 1988 roku na żwirowisku należącym do feralnego klasztoru ustawiono krzyż. Inicjatorem kolejnego zarzewia konfliktu, który będzie ciągnął się latami (słynne 300 krzyży Świtonia - dop. red.), był proboszcz parafii św. Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu, brat biskupa rzeszowskiego Kazimierza Górnego, ks. Stanisław Górny. Swoją decyzję motywował tak: „Byli więźniowie prosili nas, księży, żeby to miejsce, znajdujące się poza obozem, uczcić symbolem wiary katolickiej. Siostry karmelitanki bose, znajdujące się już wówczas w oświęcimskim klasztorze od 1984 r., zgodziły się na ustawienie krzyża”. Środowiska kościelne próbowały deprecjonować żydowskie protesty jako bezpodstawne, gdyż ich zdaniem teren żwirowiska nie należał do obozu. Nic bardziej mylnego, obszar ten, choć faktycznie znajdował się za drutami, to jednak bezpośrednio wpisał się w obozową tragedię, był miejscem częstych egzekucji więźniów oraz ich katorżniczej pracy. A krzyż, który zaraz nazwano papieskim, pomimo żydowskich protestów stoi tam do dziś. Pokrętne stanowisko strony kościelnej powodowało irytację środowisk żydowskich. Doszło nawet do nieprzyjemnych incydentów, jak wtargnięcie na teren klasztoru grupy działaczy żydowskich pod przywództwem rabina Avrahama Weissa z Nowego Jorku, czy też delegacji Żydów belgijskich, która przed bramą klasztoru odczytała swój protest, dmąc przy tym w barani róg.
Zdarzenia te wywołały z kolei ostrą reakcję ze strony Józefa Glempa. 26 sierpnia 1989 roku przy okazji obchodów maryjnego święta na Jasnej Górze prymas w swojej homilii powiedział: „Kochani Żydzi, nie rozmawiajcie z nami z pozycji narodu wyniesionego ponad wszystkie inne i nie stawiajcie nam warunków niemożliwych do wypełnienia. Siostry karmelitanki, mieszkające obok obozu w Oświęcimiu, chciały i chcą być znakiem tej ludzkiej solidarności, która obejmie żywych i umarłych. Niedawno oddział siedmiu Żydów z Nowego Jorku dokonał napaści na klasztor w Oświęcimiu, wprawdzie nie doszło do zabójstwa sióstr lub zniszczenia klasztoru, bo zostali powstrzymani, ale nie nazywajcie napastników bohaterami”. Prymas wyraził też opinię, że umowa genewska musi być renegocjowana, gdyż osoby, które ją podpisały (w tym kardynał Macharski - dop. red.), były niekompetentne (sic!).
Wystąpienie to wywołało natychmiastowe reakcje kół żydowskich, jak również katolickich. Protestowało wiele kościelnych autorytetów, w tym kardynał Johannes Willebrands, szef papieskiej Komisji do spraw Stosunków z Żydami. Ostatecznie Glempa zmuszono do przeprosin, a polski Episkopat poparł przeniesienie karmelitanek do nowej siedziby. Problem jednak w tym, że siostry, mając poparcie części biskupów, nie zamierzały opuszczać terenu obozu. Przepychanki trwały jeszcze dobre parę lat, budząc spory niesmak w świecie, a Kościół pokazał, jak traktuje podjęte przez siebie zobowiązania. Sprawę załatwił dopiero ten, który mógł ją rozwiązać bardzo szybko - otóż papież JPII napisał w końcu do karmelitanek list, w którym nakazał im „z woli Kościoła” przenieść się „w inne miejsce w tym samym Oświęcimiu”. Co też z pokorą uczyniły...
PAWEŁ PETRYKA