Żydowskie wysepki
W latach 70. XX wieku społeczność żydowska w Polsce z wolna zaczęła się odradzać, ale były to jedynie nieśmiałe przejawy życia na ruinach dawnej świetności.
Po burzy antysemickich wydarzeń, których symbolem stał się marzec 1968 roku, pozostały jedynie zręby dawnej obecności, skupione w zasadzie w dwóch organizacjach świeckich: Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym Żydów w Polsce oraz Żydowskim Instytucie Historycznym. Ostał się również Związek Religijny Wyznania Mojżeszowego (żydowska gmina wyznaniowa), którego działalność - przy deklarowanej liczbie 2 tysięcy członków w skali kraju - była raczej marginalna. Wegetacja żydowskiej sfery publicznej spowodowana była również faktem, że wielu Polaków żydowskiego pochodzenia, pomnych niemiłych doświadczeń z przeszłości, obawiało się publicznej działalności. Żydowskie życie społeczno-kulturalne przeniosło się więc do mieszkań prywatnych, działając na poły w konspiracyjnych warunkach. Sporym problemem była również tzw. wyrwa pokoleniowa, gdyż pomarcową emigrację wybrali głównie ludzie młodzi, w kraju natomiast zostały osoby starsze, które nie były już zainteresowane budową nowego życia na obczyźnie.
Wydarzeniem, w którym zauważalny stał się wątek żydowski, było powstanie w 1976 roku pierwszej w miarę zorganizowanej opozycji w PRL, tzw. Komitetu Obrony Robotników. Środowisko to zrzeszało ludzi o różnych światopoglądach i życiowych drogach. Większość z nich miała pezetpeerowski rodowód, lecz byli tam również przedwojenni piłsudczycy, a także ortodoksyjni katolicy z księdzem Janem Zieją na czele. Jednak pomimo szerokiego pluralizmu główny nurt organizacji był raczej lewicowy, a niekiedy i antyklerykalny. KOR nierzadko krytykował Episkopat za nacjonalizm i nietolerancję. Na przykład w jednym z korowskich biuletynów prymasa Stefana Wyszyńskiego nazwano... ajatollahem.
Wśród twórców KOR-u nie zabrakło także działaczy żydowskiego pochodzenia, a spośród nich warto wymienić Anielę Steninbergową, prof. Edwarda Lipińskiego, Jana Lityńskiego, Ludwika Cohna, Piotra Naimskiego, a w późniejszym etapie: Adama Michnika, Seweryna Blumsztajna, Ludwika Dorna i Helenę Łuczywo. Mimo że nie byli to ludzie oficjalnie eksponujący swoją żydowskość lub utożsamiający się z żydowskimi organizacjami, to sukces polityczny KOR-u oraz powstała przy nim ciekawa inicjatywa, czyli Uniwersytet Latający, zachęciły raczkujące wtedy środowisko żydowskie do szerszego działania.
W ramach wspomnianego uniwersytetu grupa sympatyzujących z KOR-em naukowców prowadziła serię nielegalnych akademickich kompletów, najczęściej z historii najnowszej lub nauk społecznych, gdzie program nauczania był zgodny z linią opozycji i oczywiście odmienny od obowiązującego w oficjalnym szkolnictwie. Tym śladem poszła również inteligencja żydowska, organizując od 1979 roku w prywatnych mieszkaniach spotkania zaufanych osób ze swoich kręgów. Dominowały rozmowy na temat tradycji, historii, kultury i religii żydowskiej. Twórcami inicjatywy, którą nazwano Żydowskim Uniwersytetem Latającym, byli: Konstanty Gebert (obecnie publicysta „Gazety Wyborczej” i „Midraszu”) i Stanisław Krajewski (po 1989 roku zaangażowany w działalność wielu polsko-żydowskich organizacji). Działalność ŻUL-u trwała do wprowadzenia stanu wojennego i była zaczynem nowego żydowskiego życia w Polsce.
Jeżeli wielu polskich Żydów z sympatią odnosiło się do KOR-u, to kwestia ich poparcia wobec „Solidarności” nie była już tak oczywista. Pewną niechęć oraz złe skojarzenia budził w ramach związku radykalny nurt nacechowany silnymi emocjami narodowokatolickimi. Mimo wszystko we władzach „S” nie brakowało polityków żydowskiego pochodzenia, bo w ich skład wchodzili: Władysław Geremek, Karol Modzelewski, Antoni Zambrowski, Aleksander Rozenfeldi wspomniani już Adam Michnik i Jan Lityński.
Duże zasługi w rozwoju podziemnej prasy mieli też polscy Żydzi, m.in. redaktor naczelny opozycyjnego pisma „Tygodnik Mazowsze” Helena Łuczywo oraz jej wpółpracownicy: Anna Bikont, K. Gebert, Edward Krzemień (obecnie redaktor naczelny witryny internetowej Gazeta.pl) i Ludwika Wujec (żona Henryka Wujca). Po okrągłym stole zespół redakcyjny „Tygodnika Mazowsze”, przy finansowej pomocy Wandy Rapaczyńskiej, zaangażował się w tworzenie „Gazety Wyborczej”. Rapaczyńska - wieloletnia prezes spółki Agora wydającej „GW” - w 1968 roku na fali wydarzeń antysemickich wyjechała (jeszcze jako Wanda Gruber) do Szwecji, a później USA, gdzie rozbłysły jej biznesowe zdolności (została wiceprezesem Citibanku). Za namową swojej bliskiej przyjaciółki Heleny Łuczywo oraz Michnika zdecydowała się na powrót do Polski, by zaangażować się w tworzenie „GW”.
Jednak większość osób skupionych w TSKŻ i ZRWM pozostała lojalna wobec ówczesnych władz. Zresztą, podczas rządów generała Wojciecha Jaruzelskiego stosunek władz do społeczności żydowskiej uległ pewnemu ociepleniu. W 1981 roku powstał finansowany z budżetu państwa Społeczny Komitet Opieki nad Cmentarzami i Zabytkami Kultury Żydowskiej, kierowany przez prof. Eryka Lipińskiego. W następnym roku na antenie Polskiego Radia, Związek Religijny Wyznania Mojżeszowego rozpoczął cykl audycji emitowanych z okazji żydowskich świąt, chociażby Paschy.
W 1983 roku z wielką pompą obchodzono 40. rocznicę powstania w getcie warszawskim. W uroczystościach udział wzięły najwyższe władze państwowe, które przy tej okazji chciały się propagandowo pokazać jako liberalne i wolne od antysemickich podejrzeń. Pokłosiem tego wydarzenia było wiele konferencji i wystaw artystycznych; nawiązano też współpracę z naukowcami z Izraela i Żydami z innych państw. A wymiernym efektem było utworzenie funkcjonującego do dziś Instytutu dla Studiów Polsko-Żydowskich na uniwersytecie w Oksfordzie.
W 1985 roku powstała z inicjatywy Zygmunta Nissenbauma (były więzień warszawskiego getta i obozów w Treblince oraz na Majdanku) fundacja imienia jego rodziny. Przez lata zajmowała się ona ratowaniem zabytków kultury żydowskiej w Polsce, między innymi cmentarzy, synagog i miejsc martyrologii (warszawski cmentarz na Bródnie, krakowska synagoga Remu, łódzka synagoga Reichertów), wydając na ten cel przeszło dziesięć milionów dolarów.
Istotnym gestem dla odrodzenia się społeczności żydowskiej w Polsce była zgoda władz na ponowną działalność organizacji charytatywnej amerykańskich Żydów - Joint. Z okazji wspomnianej rocznicy powstania w getcie władze państwowe oddały też gminie żydowskiej odremontowaną synagogę im. Zalmana i Rywki Nożyków w Warszawie. Wszystko to razem spowodowywało renesans żydowskiego życia duchowego i znaczne ożywienie działalności gminy wyznaniowej, do której zaczęli się garnąć ludzie młodzi.
Niestety, sporym problemem w dalszym ożywianiu religijnego życia pozostawał brak rabina. Mimo że z teologicznego punktu widzenia judaizmu rabin nie jest konieczny do sprawowania obrzędów, bo mogą je wykonywać sami wierni, to jego obecność gwarantuje fachowość wiedzy religijnej, poprawność wykonywania wszelkich obrzędów i oczywiście podnosi prestiż gminy. Środowisko religijne polskich Żydów rozpoczęło więc poszukiwania kandydata na ten zaszczytny w świecie żydowskim urząd. Szukano w Izraelu i USA, rozważano nawet wysłanie ze swojego grona chętnego do nauki w szkole rabinów w Budapeszcie, jednak wszystkie zabiegi były bezowocne. Potencjalnych kandydatów zniechęcała perspektywa działania w Polsce, kraju bądź co bądź o niestabilnej sytuacji polityczno-ekonomicznej i uchodzącym za antyseriiicki. Problem ten, o ironio, rozwiązały dopiero polskie władze podczas wizyty rządowego ministra do spraw wyznań, Władysława Loranca, w Izraelu. Tam - wspólnie z Zewulonem Hammerem, żydowskim ministrem do spraw religii - udało się znaleźć odpowiedniego kandydata. Wybrańcem został dawny obywatel polski pochodzący ze Zduńskiej Woli - rabin Pinchas Menachem Joskowicz, w czasie wojny więzień łódzkiego getta i obozu w Oświęcimiu.
Kres działalności Joskowicza w Polsce nastał z chwilą, kiedy podczas wizyty Jana Pawła II w Sejmie publicznie zrugał papieża za brak stanowiska w kwestii obecności pamiętnych krzyży na oświęcimskim żwirowisku: „Proszę, aby pan papież dał wezwanie do swoich ludzi, by także ten ostatni krzyż wyprowadzili z tego obozu” - powiedział Joskowicz. Słowa te ówczesne media nazwały wojną polsko-żydowską, a politycy od prawa do lewa prześcigali się w oskarżeniach piętnujących rabina. W konsekwencji, w kilka dni po tym zajściu, Joskowicz złożył swój urząd i wrócił do Izraela.

U schyłku epoki PRL żydowski związek wyznaniowy dysponował 17 domami modlitwy, a w większych miastach prowadził koszerne stołówki. Zatrudniał również dwóch kantorów, jednego rzezaka (rzeźnik dokonujący rytualnego uboju) i ośmiu szamesów (gospodarz bożnicy). Funkcjonująca gmina wyznaniowa czerpała spore profity z wystawiania certyfikatów koszerności. Według nieoficjalnych danych z warszawskiego Polmosu pobierała 100 tysięcy zł miesięcznie (miliard ówczesnych zł), a pół miliarda zł trafiało do kieszeni rabina Joskowicza za możliwość produkcji koszernej wódki. Jednak z przestrzeganiem wymogów judaizmu ortodoksyjnego bywało już różnie. Wspomniany wcześniej Krajewski mówił: „Prawie w żadnym prywatnym domu żydowskim w Polsce nie utrzymuje się koszerności. Zresztą większość Żydów ma nieżydowskich małżonków i nie prowadzi koszernej kuchni. Ludzie, którym naprawdę na tym zależy, nie mieszkają w Polsce”.
Jednym z najważniejszych obrzędów żydowskiej religii jest beńt mila, czyli obrzezanie, które według wierzeń wprowadza chłopca w przymierze z Abrahamem. Dokonuje się go zazwyczaj osiem dni po narodzinach. Nadaje się wówczas dziecku hebrajskie imię (może być inne niż metrykalne, dlatego Żydzi często posługują się dwoma imionami), które jest później używane we wszystkich ceremoniach i dokumentach religijnych. Ponieważ w Polsce oficjalnie nie ma mohela, czyli funkcjonariusza religijnego dokonującego aktu obrzezania, rodzice musieli zwykle jeździć za granicę, aby zrobiono to w którejś z tamtejszych klinik. Wyjazd najczęściej finansowała fundacja Ronalda Laudera, ambasadora Stanów Zjednoczonych w Austrii. Ten milioner prowadził szeroką akcję wspierającą Żydów w Europie Wschodniej. To dzięki niemu, między innymi, powstało w Polsce żydowskie szkolnictwo. Z uwagi na wrastające w ostatnich latach pragnienie dokonania konwersji na judaizm mohela zaprasza się do Polski i tu wykonuje on zabieg w jednej ze specjalnie przygotowanych klinik.
PAWEŁ PETRYKA